Menu

Odkryłam Lolę i nie zawaham się podać dalej

Piknął telefon. Idę sprawdzić. Powiadomienie z instagrama. Już miałam sprawdzić co tam słychać w wirtualnym świecie ale kątem oka zobaczyłam najstarszego syna leżącego na kanapie z nogami na oparciu. Tydzień temu wróciliśmy z Karpacza i znów dopadła ich nuda - chłopaki może pójdziemy na plac zabaw?

Zaproponowałam i w trybie natychmiastowym polecieli zakładać buty, a ja zajrzałam na telefon - Vloglola rozpoczęła relację na żywo. Oooo, sekundę za późno! Wchodzę na relację i zostawiam wiadomość "Loluś zapiszesz relację, bo obiecała dzieciom plac zabaw?". Odpowada, że tak. Zamykam telefon i wychodzę z domu zadowolona, że nie minie mnie kolejna porcja uśmiechu.

Dwa lata temu mój mąż wyjechał na cztery miesiące na szkolenie. Zostałam z trójką dzieci, z których najmłodsze miało półtorej roku, a najstarsze sześć lat. Nie muszę Wam mówić jak pada na twarz matka z taką gromadką łobuzów w takim wieku. Tym bardziej kiedy są wakacje, cała trójka jest w domu, a na dworze upał. W ciągu dnia ułatwiałam sobie życie jak tylko się dało, ale wieczorami i tak byłam wykończona psychicznie. Bywały gorsze dni, a wtedy czekałam na wieczór, kiedy dzieci zasną, zrobi się cicho, a ja odpalę laptopa w poszukiwaniu nowych vlogów mojej ulubionej vlogerki. Nie, wtedy nie była nią Lola. Wtedy nie wiedziałam o jej instnieniu. Oglądałam vlogi innej dziewczyny. Fakt, nie były one takie jakich potrzebowałam by odprężyć się po męczącym, dniu ale właściwie to nie znałam świata vlogerów i jakoś nie wpadło mi do głowy, że mogę znaleźć kogoś odpowiedniejszego dla siebie. Byłam przeświadczona o tym, że kanały youtuba dzielą się na kosmetyczne, podróżnicze i te z grami.

Wchodzę więc jednego wieczoru na jedyny kanał jaki odwiedzałam i na dole pokazują się propozycję innych filmów. Rzuca mi się w oczy śnieżnobiały uśmiech pewnej blondynki. Myślę sobie - o tego własnie potrzebuję, zobaczyć jak ktoś się cieszy. Klikam. Pojawia się Ola i została do dziś. To już dwa lata kiedy wywołuje uśmiech na mojej twarzy i nawołuje pozytywne myśli kiedy te trochę schodza na złe tory.

Nie jestem pesymistką, a wręcz przeciwnie - często bije ode mnie radość, a znajomi
komplementują moje pozytywne nastawienie. Kiedy czasem jest mi źle to głównie z takiego zwyczajnego, fizycznego przemęczenia - no tak nadal mam trójkę dzieci:) Wtedy włączam laptopa, wklepuje v l o g l o l a i włączam film. Od dwóch lat oglądam na bieżąco, ale zanim poznałam Lolę ominęły mnie trzy lata jej nagrywania więc mam co oglądać. Myślę, że każdej kobiecie spodobają się jej filmy. Trochę o rodzinie, trochę o domu, są też kobiece tematy ale i zwykłe codziennie życie. Spacery po mieście, a czasem i lewniwa kawa. I radość. Dużo uśmiechu, pozytywnego myślenia i wyszukiwania zalet i plusów nawet w kiedy w koło problemy.

Głównej bohaterki nie będę Wam opisywać, sami musicie ją poznać i gwarantuje, że tak jak ja zostaniecie na dłużej. Jej filmy sa idealnymi towarzyszami do porannej kawy, popołudniowego lenistwa lub relaksu w wannie. Oczywiście jeśli nie mamy wtedy pod ręką żadnej książki:)


Powyższe zdjęcia pochodzą z profilu instagramu - Vloglola


Jestem matką i naprawdę cieszę się na wakacje.

Znacie zapewne demotwator krążący po sieci, na którym jest zadowolona trójka dzieci i smutna matka. Dzieci radosne bo zaczynają się wakacje, a co za tym idzie luz, blues i słodkie lenistwo. Matka jednak załamana bo trójka dzieciaków na głowie. Ja jednak niezmiernie cieszę się razem z nimi.

Oczywiście nie zamierzam się tutaj chwalić jaką to jestem cudownie radzącą sobie i poukładaną kobietą, wcale też nie zamierzam Was przekonywać, że podporządkowałam sobie dzieci i chodzą jak w zegarku. Nie, ale prawdą jest że nasi synowie są dość zżyci ze sobą i spokojniej funkcjonują kiedy są razem niż kiedy, któregoś z nich brakuje.

Dlaczego się cieszę?

Po pierwsze: WYSYPIANIE

Rano mogę się wyspać do woli, nie muszę zrywać się o 7:00 razem z budzikiem, żeby naszykować śniadanie, ubrania i dziesięć tysięcy razy wchodzić do pokoju chłopaków, żeby ich dobudzić. Nie muszę też odwozić dzieciaków do szkoły i przedszkola i denerwować się czy na pewno zdążymy. Wysypiam się do woli, a nawet kiedy chłopaki wcześnie wstaną to albo grzecznie się bawią (bo są razem, a to najbardziej lubią), albo też się budzę jednak nie zrywam się od razu bo goni mnie czas, tylko leżakuję sprawdzając co w nocy działo się np. na instagramie.

Po drugie: POWOLI i LENIWIE

Kiedy już zdecyduję się, że wystarczająco się należałam, to chodzę jeszcze jakieś dwie godziny w piżamie. W piżamie robimy śniadanie, pijemy kawę i planujemy wspólnie dzień.

Po trzecie: WAKACYJNY TRYB MYŚLENIA

Teoretycznie przedszkole i szkoła to tylko niewielka część naszego życia, jednak jakby skupić się na rozłożeniu tych placówek na czynniki pierwsze to my rodzice musimy wziąć naprawdę sporo pod uwagę i wdrążyć to w planowanie dnia i tygodnia. Dwójka dzieci w placówkach to znaczy, że dla dwójki dzieci codziennie musi być naszykowane czyste ubranie. Trzeba pamiętać o zebraniach, o zapłacie za wycieczki i o ich terminach. O nauce wierszyka na przedstawienie, o produktach poproszonych o przyniesienie. I najważniejsze NIE MA ZADANIA DOMOWEGO!

Po czwarte: TYLE MOŻLIWOŚCI

Wakacje, to lato a lato to (teoretycznie) słońce. Dzieciaki mają tyle możliwości do nowych doznań. Basen, spacery, wycieczki rowerowe, place zabaw itp. Wiem, że można to robić cały rok ale latem o wiele łatwiej o odpowiednią pogodę dla takich atrakcji.

Po piąte: KOLEDZY

Ten punkt lubię najbardziej. Nasi synowie są typowymi ssakami stadnymi i im więcej ludzi tym lepiej i dla nich (bo można się lepiej bawić) i dla mnie (bo zajmują się sobą wzajemnie i nie muszę ich praktycznie pilnować. Wiem, to może brzmieć niewiarygodnie ale tak jest. Nasz dom jest otwarty na znajomych naszych i naszych dzieci, a latem to wręcz prosimy się o gości bo dzieciaki same się bawią, a ja mogę spokojnie pić kawkę. A w wakacje kiedy wszystkie dzieciaki mają wolne, to częściej się wzajemnie odwiedzają.

Podsumowując, uwielbiam wakacje i czekałam na nie z niecierpliwością tak jak dzieci albo nawet i bardziej. A Wy?



Kobiety też kibicują!

Rozpoczęły się już Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Wydarzenie odbywające się raz na cztery lata, a przez ten czas kibice trzymają kciuki aby reprezentanci ich kraju na Mundialu zagrali. No właśnie - kibice. Czy ktoś w ogóle bierze pod uwagę, że nie są nimi tylko mężczyźni?



Pisząc ten tekst niecierpliwie odliczam minuty do wielkiego spotkania Hiszpanii z Portugalią. Cisza, spokój, będzie pełne skupienie...mąż z dziećmi pojechali na rowerową przejażdżkę. Tak oczywiście, jestem kobietą.

Śmiało mogę powiedzieć, że w naszym domu to ja jestem największym kibicem piłki nożnej. Może nie znam się na wszystkim na czym powinnam i nie śledzę każdej reprezentacji poza Mistrzostwami Świata czy Europy, ale najlepsze drużyny i nazwiska nie są mi obce.

Polską Piłką zaczęłam interesować się w 2002 roku. Jestem wielkim pasjonatem tego sportu. Lubię oglądać polską kadrę, lubię wiedzieć jaki jest skład, znać nazwiska reprezentujących nas piłkarzy i wiedzieć jakimi ludźmi są poza boiskiem. Śledzę profil Polskiego Związku Piłki Nożnej na fp i Instagramie. Czytam książki o naszych piłkarzach i nowinki prasowe. Nie zmienia to jednak faktu, że prócz informacjami poza boiskiem jestem też kibicem. Znam zasady tej gry i wiem nawet co to spalony :D

Na każdy mecz polskiej reprezentacji, nawet towarzyski czekamy odliczając dni w kalendarzu. Siadamy cała rodziną przed telewizorem, malujemy na twarzy barwy naszego kraju, otwieramy chipsy i kibicujemy. I z każdym kolejnym meczem zastanawiam się kiedy w końcu opadnie stereotyp, że facet ogląda mecz, a kobieta lata z piwem. Jakoś nie widziałam, żeby skokom narciarskim czy kolarstwie towarzyszyły takie same zasady, a więc co takiego innego jest w piłce nożnej?

Zawsze lubiłam gry zespołowe. Podziwiałam ludzi, którzy potrafią mobilizować się do wspólnych treningów, dogadać się a potem podczas meczu rozumieć swoje intencje bez słownej komunikacji. Dla dzieciaków to też fajna forma spędzania wolnego czasu. Jest ruch i nauka współpracy w grupie. Pod okiem trenera z dobrym podejściem do dzieci można od małego zasiać w małych piłkarzach odpowiednie wartości. I to wszystko przez zabawę.

Piłkarze są też aktualnie, po prostu na topie. Są modni. Modnie jest interesować się "piłką". Dzieciaki zbierają naklejki, wymieniają się nimi, rozmawiają o swoich idolach, naśladują ich. To dobrze bo przecież piłkarze kojarzą się głównie z pozytywnymi postaciami i cechami. Niejednokrotnie wygrywają z bohaterami gier komputerowych czy filmów. Taki dobry idol.

Dlaczego jeszcze kibicować powinni nie tylko mężczyźni? Ponieważ piłkarze jak w każdej grze zespołowej nie wychodzą na murawę jako Nowak czy Kowalski ale jako kraj. Reprezentują Polskę i myślę, że tak po ludzku dobrze jest wiedzieć kto ten nasz kraj reprezentuje i wiedzieć komu między innymi zawdzięczamy dobre skojarzenia o naszym kraju poza granicami.

Tak więc szykujemy koszulki, farbki do twarzy i czekamy z niecierpliwością na wtorkowe spotkanie Polski z Senegalem! I oczywiście trzymamy kciuki za wygraną:)






Top 5 najlepszych dowcipów

Sezon grillowy rozpoczęty i przed nami kilka miesięcy imprezowania na świeżym powietrzu. Ciepła pogoda to pretekst do grillowania i zapraszania przyjaciół nie tylko w weekend. Jeśli są to przyjaciele to tematy na rozmowy znajdują się same ale bywają i takie spotkania kiedy jesteśmy zaproszeni jako "znajomi znajomych" albo jako osoba towarzysząca. 

Nie zawsze wtedy wiadomo jak zacząć rozmowę i jaki temat poruszyć. O polityce i wierze jak wiadomo, lepiej się nie rozmawiać wśród nieznanych osób, dlatego nie ma nic lepszego na rozpoczęcie znajomości jak dowcip. Pochwalę się dzisiaj moją ulubioną piątką.


Bezsprzeczny numer 1

Czas powodzie, woda w wyższej położonej części miasteczka zeszła i miejscowi zaprosili burmistrza, żeby przyjechał zobaczyć straty i wesprzeć dobrym słowem mieszkańców. W dole, gdzie ciągle była woda widać było pływający kapelusz. Lewo, prawo, lewo, prawo... burmistrz zainteresowany pyta: - a co ten kapelusz tak pływa tam i z powrotem? Ktoś z mieszkańców odpowiada: - aa to Zenek, mówi powódź, nie powódź zaorać pole trzeba.


Miejsce drugie

Trzech anemików siedzi na ławce. Jeden patrzy w niebo i mówi: - chyba będzie dziś padać. Po godzinie drugi patrzy w niebo i odpowiada: - chyba jednak nie będzie padać. Po kolejnej godzinie odzywa się trzeci: - idę, nie lubię kłótni

Miejsce trzecie

Facet opowiedział koledze dowcip, a ten pękł ze śmiechu. Gostka oskarżono o morderstwo. Na sali sądowej sędzia mówi:
- Proszę opowiedzieć ten kawał.
- Nie wysoki sądzie, bo nie chcę wszystkich pozabijać.
- W takim razie proszę opowiedzieć go komisji.
Do komisji zostali wydzieleni policjant, adwokat i prokurator. Zamknięci w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu, wysłuchali dowcipu. Adwokat i prokurator pękli ze śmiechu, a policjant wychodzi i mówi:
- To wcale nie było śmieszne.
Gostek został uniewinniony. Za rok w wiadomościach podają: Na rogu Marszałkowskiej i Hożej z niewiadomych przyczyn pękł policjant. 


Miejsce czwarte

Spotkało się kilku informatyków i jak to zwykle bywa, rozmowy szybko zeszły na tematy komputerowe. Wreszcie któryś z nich zaproponował:- Panowie, porozmawiajmy o czymś normalnym, np. o dupach. Nastąpiła bardzo długa cisza, a po niej jeszcze więcej krępującego milczenia. Wreszcie któryś odpowiada:- Słuchajcie, moja karta graficzna jest do dupy... 


Miejsce piąte

Mama pyta Jasia:
- jak tam w szkole?
- jak na komisariacie mamo, ciągle o coś pytają, a ja nie znam odpowiedzi.


A jaki jest Twój ulubiony dowcip?


źródło www.akuku.pl


Kask równa się życie

Mieszkam w miejscu, z którego widać trzy skrzyżowania, osiem ulic, fitpark i plac zabaw. Nie ma minuty żeby nie jechało jakieś dziecko na rowerze, rolkach czy deskorolce. Tylko 10 procent dzieciaków ma kask. Wiem, że rodzice ufają swoim pociechom i wierzą że będą jeździły ostrożnie ale nigdy nie mogą być pewni, że w tym samym czasie na tej samej drodze nie pojawi się np. pijany kierujący samochodem. 

Mieszkam w dosyć spokojnej dzielnicy, to ostatnia dzielnica w mieście ale jednak z drogą przelotową i z odległością 10 minut samochodem do centrum. Fajna lokalizacja. Można poczuć się jak na wsi ale jednocześnie kilka chwil i jesteśmy w mieście. Idealna miejscówka, żeby zapomnieć, że jest się w mieście. I właśnie często zapominają o tym rodzice bo kiedy wychodzą ze swoich domów to mają ogródek, znajomą piekarnię, skwerek z trawą, miejsce na zrobienie pikniku i polne ścieżki na spacery. Zapominają, że tuż za zakrętem dzieje się miejskie życie pełne samochodów. Razem z początkiem naszej dzielnicy kończy się obwodnica, zgadnijcie czy kierowcy zauważają tą zmianę i zdejmują nogę z gazu?

Podobny wywód napisałam na jednej z grup rodzicielskich mojego miasta. Nie oczekiwałam komentarzy bo temat wydawał mi się oczywisty, tak banalny i świadomy. Pomyślałam, że fajnie byłoby zobaczyć kilka lajków pod postem ale ku mojemu zdziwieniu znalazła się odważna mama, która napisała:

 "wypadki zdarzają się też na placu zabaw i spacerze. Mamy zakładać dziecku kaski i tam?".
Ironicznie odpisałam tej kobiecie "skoro tak stawiasz sprawę to tak, na spacerze też można się zabić". 

Naprawdę myślałam, że kobieta robi sobie żarty ale Ona brnęła dalej "kiedyś nie było takiego sztucznego nacisku na kaski". Sztucznego nacisku? Pamiętajmy, że kiedyś nie było tylu samochodów, kierowców i szybkich tras. To nie sztuczny nacisk, a dostosowanie zasad do aktualnych realiów. Poza tym czy naprawdę trzeba tłumaczyć ludziom przed czym chroni kask? Kochasz swoje dziecko to o nie dbaj! Kupujemy dzieciom eko-produkty i zabawki z materiałów z atestem dla bezpieczeństwa i zdrowia, a nie dajemy kasku na rower? Helloł czy tylko ja nie rozumiem tej logiki?


Jestem dumną mamą trzech chłopaków. Chłopaków, którzy nawet na podwórku jeżdżą w kaskach. Fakt, kiedyś ich tego nauczyliśmy to nasza zasługa. Wkładaliśmy im kaski kiedy siedzieli jeszcze w fotelikach na naszych rowerach, potem kiedy jeździli w przyczepkach rowerowych i kiedy sami zaczęli pedałować na swoich czterokołowcach. Teraz wkładają kaski odruchowo, jakby to były buty. Idziemy na rower - bierzemy kask. I tą mądrość zawdzięczają już sami sobie. Bo czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci. 

Pół roku temu najstarszy syn miał wypadek. Bardzo poważny, od nieszczęścia dzieliły go milimetry. To nie był wypadek na rowerze, to nie był nawet wypadek w ruchu drogowym. I ten wypadek wcale nie uświadomił mi ze życie jest kruche i trzeba np. zakładać dzieciom kaski. My to wiemy, ale ten wypadek uświadomił mi że tą wiedzą należy się dzielić bo wielu z nas to typowy Mądry Polak Po Szkodzie. Człowieku jak chcesz się przekonać jak traci się zdrowie i życie bez kasku to po prostu to wygoogluj i ucz się na cudzych nieszczęściach, a nie narażaj swojego dziecka.


Najstarszy z naszych synów prócz kasku ma też rękawiczki, ochraniacze i skorupę na plecach. Ktoś pomyśli, że to przesada i złapie się za głowę. Spokojnie akurat te wszystkie gadżety syn wybrał sobie sam. Jest fanem bmx'a i każdą wolną chwilę spędza na ćwiczeniu różnych tricków. On lubi ten cały sprzęt. Jedni zbierają karty z piłkarzami, On kompletuje sprzęt na rower. Na pewno nie będę nikogo zmuszać do zakładania dziecku aż tyle bo wiem, że nikt nie weźmie tego na poważnie, chociaż nad skorupą warto się zastanowić, w końcu kręgosłup tak samo ważny jak głowa...

Tak na zakończenie - błagam Was, dawajcie swoimi dzieciom kaski nawet jeśli One go nie lubią i się buntują. Może kaski są dla niektórych zbyt drogie, ale życia dziecka jest warte wiele więcej.


Gry planszowe dla całej rodziny

Gry planszowe zagościły u nas na dobre od ostatniego Dnia Dziecka, kiedy to chłopaki dostali grę od babci. Zachwycił ich znany nam dobrze chińczyk. Zaczęliśmy więc kupować im gry i z radością obserwujemy jak świetnie się przy tym bawią. 

Wczoraj zapukał kurier z niespodzianką od firmy Alexander. W paczce były trzy gry, które chłopaki od razu chcieli testować. I tak też zrobiliśmy. Pomyślałam, że może uda mi się jeszcze przedstawić dla Was te gry przed nadchodzącym Dniem Dziecka. Wiem, że wielu z Was właśnie takie prezenty lubi wręczać swoim dzieciakom wiec może jeszcze skorzystacie z naszych opinii.

1. Gdybyś był

Pierwsza gra, którą chłopaki otworzyli. Skusiła ich wesoła gąsienica na pudełku.

Zasady: Rozpoczynający zabawę gracz bierze jedną z kart i kręci wskazówką. Następnie czyta treść karty dla osoby, na która wskazała wskazówka. Np. Piotruś, gdybyś był pierogiem ruskim to..." podaje też odpowiedzi a, b, c. Pozostali gracze obstawiają swoje typy i sprawdzają czy odpowiedz pokrywa się z odpowiedzią głównego zainteresowanego. Podczas gry zdobywa się punkty i porusza w stroną pola z metą.





2. Gorący ziemniak

Niewątpliwie najbardziej pochłonęła synów. Chociaż nie tylko ich. Nam tez spodobała się ta gra. Graliśmy w nią już kilkanaście razy, a najstarszy syn wziął ją nawet dziś do szkoły. Koledzy również mieli fajną zabawę na przerwie. W upalne dni kiedy na dworze gorąco fajnie było zostać na przerwie w budynku szkoły i pograć w ziemniaka. 

Zasady: Bardzo proste, do załapania w mig. Osoba rozpoczynająca czyta pytanie z wybranej karty np. "Podaj nazwę bajki", kręci wskazówką i odpowiada. Następnie podaje gorącego ziemniaka kolejnej osobie, która robi to samo. Odpowiedzi padają tak długo dopóki kręci się wskazówka. Osoba, która trzyma ziemniaka w czasie kiedy skończy się czas przesuwa swój pionek to przodu. Przegrywa osoba, która najszybciej dojedzie na metę. Zostaje "spalonym ziemniakiem".







3. Nie śmiej się.

Taka wesoła odmiana znanej gry kalambury. Dzieciaki nawet najmniejsze świetnie odnajdą się w tej zabawie. Dodatkowa atrakcją jest czas odmierzany klepsydrą i sztuczny nosek na twarz. W czasie gry od śmiechu mogą zaboleć brzuchy:)

Zasady: jedna z osób kręci wskazówką losując zawodnika, który rozpocznie pokazywanie haseł.  Wskazany gracz rzuca kostką i losuje hasło do pokazania. Podczas pokazywania można wydawać odgłosy oraz wykorzystywać mimikę twarzy. Ruch pionkiem do przodu wykonuje osoba, która odgadła hasło i osoba pokazująca. Wygrywa zdobywca mety.















Więcej GIER i nie tylko pod linkami:
Na stronie - klik
Fanpage'u - klik
i instagramie - klik.
Polecam również zestaw Mały Konstruktor: klik tutaj.


Czekając na koniec dnia

Chciałam zacząć ten post pytaniem "czy są tu jakieś matki?" bo ma być o zmęczeniu i czekaniu na relaksujący wieczór, ale uświadomiłam sobie, że przecież nie tylko matki bywają tak zmęczone, że marzą o gorącej kąpieli i wolnym wieczorze. Tak więc będzie dla wszystkich kobiet, niezależnie od tego jakie role społeczne są im przypisane.


Ja czekając na wieczór patrzę z punktu widzenia matki czyli z kąpielą kojarzy mi się przede wszystkim cisza i brak wołania "mamooooo!". W dalszej kolejności jest to uczucie relaksu , odprężenia i takiej wolności kiedy wszystkie obowiązki tego kończącego się dnia zostały zrealizowane i razem z wodą po ciele spływa ulga. Taki przyjemny stan trwa też po kąpieli, kiedy dobrze dobrane kosmetyki zostają na skórze w postaci odżywienia i zapachu. Zapach - on jest dla mnie bardzo ważny. Prócz uczucia świeżości i zadbania lubię czuć zapach kosmetyków. 

W tym wpisie chcę się z Wami podzielić opinią o kosmetykach Le Petit Marseillais, które odkryłam jakiś czas temu i których miałam przyjemność zostać ambasadorką. Uwierzcie mi, że wpis nie ma na celu jedynie odklepać swojego obowiązku jakim jest podzielenie się z Wami informacją, że dany kosmetyk istnieje. Ja naprawdę chcę to zrobić. Pierwszy raz zapach jakiegokolwiek kosmetyku tak mnie zachwycił.

Tym razem w paczce przyszły trzy kosmetyki. Pielęgnujący olejek do mycia - o zapachu moreli i płatków róż. Konsystencja faktycznie oleista ale dobrze rozprowadza się po skórze i łatwo spłukuje. Jeden z niewielu kosmetyków, których zapach utrzymuję się na ciele jeszcze kilka godzin po kąpieli. Następnym produktem jest dezodorant - zapach moreli i szałwii. Z powodu pierwszych upałów od razu przetestowałam dezodorant i jestem zadowolona ponieważ faktycznie bardzo długo utrzymał skórę pod pachami w świeżości. Zapach równie obłędny. Trzecim kosmetykiem jest mleczko nawilżające do ciała - nieziemski zapach moreli, białej lilii i masy perłowej. I tego produktu ciekawa byłam najbardziej ponieważ moja skóra ma skłonności do przesuszania. Rzadko, który kosmetyk w taką pogodą nawilża i utrzymuje zapach. Konsystencja jest akuratna, nie spływa z dłoni przed rozsmarowaniem, a kiedy już znajdzie się na ciele to poddaje się ciepłu i rozprowadza doskonale. Pomysł z dozownikiem oczywiście wart pochwały.

Na pojemniku każdego kosmetyku jest znak świeżości przed 24 godziny. Nie wiem czy to faktycznie się sprawdza bo przy takiej pogodzie jaką mamy miedzy jedną, a drugą kąpielą minęło 6 godzin no i oczywiście zmyłam z siebie wcześniej nałożone mleczko i dezodorant natomiast przez te sześć godzin kosmetyki trzymały świeżość i zapach na mojej skórze. 

Bardzo się cieszę, że dostałam się do tej kampanii bo nie wiem czy inaczej skusiłabym się na te kosmetyki. Tymczasem one okazały się strzałem w dziesiątkę. Daję 10 punktów każdemu z tych produktów i cieszę się, że firma faktycznie bierze pod uwagę opinie swoich ambasadorek ponieważ za każdym razem nowe kosmetyki są lepsze i spełniają wymogi kobiet. 

Dodatkowo z paczce znajdowało się 13 próbek mleczka do ciała, których już połowę rozdałam koleżankom. Od jednej dostałam wiadomość "kupuję 10 tubek!". Ach my kobiety.

O kosmetykach firmy Le Petit Marseillais pisałam już wcześniej w pościena Instagramie






Nie ACHam i OCHam na widok Twoich dzieci

Przepiękny ślub Księcia Harrego i Meghan już za nami. Wszystko bajkowe, aż ma się ochotę rozwieść i zaplanować swój ślub jeszcze raz. Było, było i minęło ale memy dopiero się zaczynają.

"Wygibasy księżniczki Charlotte" albo pokazywanie języka. Serio? Jak dziecko sąsiada robi wygibasy to też macie ochotę napisać o tym na swoim fejsie z nieopisaną radością? Dziewczynka w porządku, buźka ładna, sukienka spoko ale czy aż tak żeby zawalać mi pamięć telefonu? Bo co? Jestem matką i na pewno wzruszę się na widok dziecięcych wygibasów? Mistrz drugiego planu czyli chłopczyk niosący welon Panny Młodej może i faktycznie wywołał mój uśmiech na twarzy bo po prostu fanie popatrzeć na dziecięca reakcję, taką nieograniczoną zasadami. Miał ochotę kwiknąć z radości to to zrobił.

Oczywistą sprawą jest, że pogratuluję znajomej kiedy ta poinformuje mnie o ciąży. Zapytam o samopoczucie i chętnie odpowiem na sto pięćdziesiąt pytań najlepiej jak umiem chociaż chciałabym powiedzieć, że współczuję każdej ciężarnej, którą widzę. Szczerze też pogratuluję narodzin, pierwszego ząbka i kroczku. Bo cieszę się, że ktoś się cieszy i że ktoś jest szczęśliwym. Bo to takie prawdziwe widzieć kogoś szczęśliwym. Tak na żywo ale żeby jarać się każdym bobasem to nie, nie ja...

Wiele osób naprawdę myśli, że kobiety dzielą się na dwie grupy: te nielubiące i niemające dzieci oraz te mające i wyznające zasadę "wszystkie dzieci nasze są". Czyli (ironia) znieczulone Feministki oraz Matki Polki. A tymczasem są jeszcze kobiety, które lubią dzieci ale nie chcą mieć swoich oraz takie, które mają dzieci ale nie ograniczają swojego życia tylko do bycia matką. Ja należę do tych ostatnich. Mam dzieci, które kocham ponad wszystko ale poza byciem matką jestem też kobietą, żoną, przyjaciółką.

Fakt, że jestem matką trójki dzieci nie znaczy, że ACHam i OCHam na widok wszystkich bobasów. A uwierzcie mi, że sporo moich znajomych tak myśli. Matka Polska, wychowuje trójkę dzieci, żadne dzieciowe tematy nie są jej obce, wysyłajmy do niej wszystkie śmieszne memy, obrazki, zdjęcia znalezione na necie i przedstawiające dzieciaki. Dziecko przytulające kotka z dorysowanym serduszkiem. Dziewczynka sypiąca kwiaty na procesji Bożego Ciała z dorobioną aureolką. Chłopczyk pijący z owcą z jednej miski. I te de i te pe. Ja rozumiem, że dla rodziców tych dzieci to może być bardzo ważny moment w życiu małego człowieka bo może akurat dzieciak pierwszy raz powiedział "mama" albo stanął na nóżki. Ale ja nie znam tych dzieci i wcale nie kręci mnie oglądanie tych zdjęć.

Jakiś czas temu w sieci krążył temat o rodzicu, który przebrał dziecku pieluchę w restauracji, pamiętacie? Chodziło o to, że ów rodzic nie wyszedł do toalety tylko przebrał dziecko przy stoliku. A inni rodzice mieli mu to za złe. Bo kultura, komfort innych klientów, zapachy i tym podobne. Zgadnijcie ile dostałam wiadomości typu "co za ludzie, przecież dziecko miało kupę, trzeba było je przebrać prawda?". A ja na to - NIE! Od tego są toalety.
Zostając przy tematach kawiarni, ile razy wybraliście się na obiad/ kawę/kolację i cała Wasza uwaga skupiła się na płaczących dzieciach przy innym stoliku? Moi znajomi w takich sytuacjach od razu piszą do mnie "jesteśmy w knajpie, a dzieciak przy stoliku obok się drze no ale cóż, to tylko dziecko ma prawo nie?". A ja na to - NIE! Od tego są restauracje z kącikami dla dzieci.

Ale jak to?! Przecież też jesteś matką, powinnaś to zrozumieć.
JESTEŚ MATKĄ!
POWINNAŚ to zrozumieć!
Yes? Really?

To, iż mam trójkę dzieci może znaczyć że prawdopodobnie mam większe doświadczenie z ich obsługą. Podkreślam prawdopodobnie bo mając trójkę na pewno spędziłam mniej nocy przy szpitalnym łóżku niż np. mama jednego wcześniaka. Tak jak mając trzech synów na pewno nie musiałam przerwać rodzinnego spaceru by znaleźć toaletę, jak to robią rodzice córek. I już na pewno to, że mam swoje dzieci nie znaczy, że będę szaleć z radości na widok innych dzieci.

Istnieje też taki stereotyp Matki Umęczonej. I chociaż matki to naprawdę wielkie Bohaterki pracujące po 24 godziny i niewątpliwie są zmęczone to jednak czasy się trochę zmieniają. Ci mężczyźni gdzieś się tam jednak przewijają jako ojcowie i też odwalają kawał niedocenionej pracy. Ale do celu bo zboczyłam z tematu. Kojarzycie łańcuszek "...jesteś piękną mamą, pamiętaj o tym...". Wiem, że łańcuszek jest po to, żeby go wysyłać ale dostałam ich ponad 20! Bo mam tyyyle dzieci i na pewno nikt mnie nie docenia. No cóż, nie żebym się chwaliła ale moje dzieci to akurat prawdziwi dżentelmeni. W kółko mówią, że jestem mądra i piękna. Dziękują wstając od stołu i odnoszą talerze to zlewu. Przepuszczają mnie w drzwiach i w miarę swoich możliwości pomagają wnosić zakupy do domu. Rozbierając się do kąpieli składają ubrania w jedno miejsca, a nie rozrzucają po całej łazience. I od razu odpowiem, że nie jest to tresura (jak ktoś złośliwy mógłby określić), nikt takiego zachowania od nich nie wymagał. Oni po prostu lubią to robić i lubią ze mną być. Czują się dobrze bo wiedzą, że jestem kimś kto ich doceni i pochwali. A jeśli zapytacie jak to się dzieje? Może właśnie dlatego, że kiedy inni rodzice marnują czas na ACHaniem i OCHaniem na widok cudzych dzieci, ja wykorzystuję ten czas na docenianie swoich.


gimpelife © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka