Menu

Mama wraca do pracy

Tegoroczne wakacje są dla mnie szczególne, dlatego że po nich, wraz z pierwszym szkolnym dzwonkiem wracam do pracy po dziewięciu latach przerwy.

Nie planowałam dnia kiedy wrócę do pracy, zostałam w domu przy pierwszym dziecku i tak jestem do dziś. Kiedy urodził się drugi i trzeci syn byłam niepracująca matką. Nie będę ukrywać, że dobrze mi w domu. Czasem ponarzekam, że mam dużo na głowie ale tak naprawdę to odczuwam dużą ulgę kiedy po zawiezieniu dzieci rano do szkoły i przedszkola mogę wrócić do domu i zabrać się za domowe obowiązki w towarzystwie kawy.  Od tylu lat mam już dobrze rozplanowany dzień, tydzień i weekend. Wiem kiedy co zrobić, żeby z wszystkim zdążyć i zagospodarować dla siebie trochę czasu z książka czy internetem. Ale ten czas się skończył razem z zapisaniem najmłodszego dziecka do przedszkola.

Najmłodszy miał być w domu jeszcze rok ale dostałam propozycję pracy, która ma tyle zalet i plusów, że po naradach z mężem postanowiłam ją przyjąć. Miła atmosfera, blisko, dopasowanie do godzin lekcyjnych dzieci, przyjemne miejsce pracy, własne biurko itd itp. Mogłabym naprawdę dużo wymieniać ale oszczędzę Wam słodzenia i zabiorę się za przedstawienie mojego planu na powrót do pracy.

1. Organizacja


Jak w każdej dziedzinie życia najważniejsza jest organizacja. Punkt pierwszy to poranny ogar czyli plan jak i co robić pokolei, żeby wszystko przygotować i wyjść z domu o odpowiedniej godzinie. Następnie rozmieszczenie dzieci w placówkach, które nie są zbyt daleko od siebie i od miejsca pracy. Wynegocjowanie od szefa 15 minut na poranne ewentualnie spóźnieniem z powodu korków. Wszystko się udało!

2. Nastawienie męża


Chyba największą zmianę odczuje mój mąż. Wygląda na to, że będzie musiał przejąć część obowiązków i zobaczyć na własne oczy, że pranie nie wskakuje samo do pralki, a ziemniaki do garnka. Mam ogromną nadzieje, że doceni moje lata spędzone w domu.

3. Dom


Żeby iść do pracy muszę się najpierw porządnie napracować w domu. Muszę bowiem zostawić dom w stanie idealnym, w takim żeby kiedy będę w pracy nie odbierać co pięć minut telefonu od męża z pytaniem "a gdzie są skarpetki?". I właśnie tym zajmuję się od dwóch tygodni. Sprzątam każda szafkę, wyrzucam niepotrzebne rzeczy, za małe ubrania i przydasie "na potem". Opisuję półki, które tego potrzebują i spisuję instrukcję obsługi. Powiem Wam, że sprawia mi to ogromną radość bo już dawno psychicznie walczyłam w faktem, że mam wszystkiego za dużo. Teraz w końcu jest motywacja, żeby się za to wziąć.

4. Instrukcje


Najważniejsze musi być pod ręką czyli: książeczki zdrowia i dokumenty w zasięgu wzroku, ważne telefony (szkoła, przedszkole, pediatra, dentysta itp) na tablicy korkowej, łatwe przepisy na szybkie danie spisane w jednym zeszycie. I trzymam kciuki, że mąż ogarnie;)

A Wy po jakim czasie wróciłyście do pracy? Przygotowywałyście się do  powrotu?


Karpacz 2018


W tym roku na wakacje wybraliśmy się dosyć wcześnie bo na początku lipca. Był to zupełny spontan bo planowaliśmy wyjazd na początek września. Nie zamieniliśmy go i we wrześniu pojedziemy znów, ale skorzystaliśmy z faktu, że w lipcu wskoczyło nam parę dni wolnego.


Tym razem pomysłem był Karpacz. I nie uwierzycie jak na to wpadliśmy. A właściwie ja wpadłam - no nie będę odbierać sobie zasług za pomysł. Siadłam na kompa odpaliłam google i wpisałam "wystawa klocków lego". Pokazało się kilka miejscowości, w tym Karpacz. Dwie wystawy klocków  plus piękne miasto i blisko śnieżka okazało się strzałem w dziesiątkę. Dwa dni później mieliśmy już zarezerwowane mieszkanie przy samiuśkim deptaku, a po kolejnych dwóch dniach byliśmy na miejscu.

Nasz pięciodniowy wyjazd to głównie odpoczynek, mieszkanie przy deptaku zaowocowało tym, że mieliśmy wszędzie blisko i nie jeździliśmy samochodem żeby zobaczyć miejscowe atrakcje czy coś zjeść. Do auta wsiedliśmy dopiero czwartego dnia żeby podjechać bliżej wyciągu, z którego później trzy kilometry maszerowaliśmy na szczyt Śnieżki. 

Jak wiecie nie jestem zbyt wylewna jeślim chodzi o swoje prywatne zdjęcia tutaj dlatego nie zaleje Was rodzinnym albumem natomiast jeśli ktoś śledzi mojego instagrama to mógł na bieżąco obserwować nasze wakacje. Jeśli jeszcze nie dołączyliście do zapraszam - codzienne_momenty




Pierwsza domowa zasada - dbaj!

Bardzo długo odnajdywałam się w roli Pani Domu. Właściwie to cały czas mam wrażenie, że jeszcze nie do końca się odnalazłam i cały czas poszukuję dobrej drogi ku temu by dom był nasza oazą spokoju.

Jak się okazało w trakcie mojego matczynego życia, ciepło rodzinne daje nie tylko miłość i okazywanie sobie czułości i troski codziennie. Na nasze dobre samopoczucie składają się również inne czynniki; stopień odprężenia, czystość w domu albo spokój i świadomość, że wszystko jest zorganizowane.

Z organizacją też miałam problem, musiałam się jej nauczyć co nie było łatwe. Właściwie jak teraz analizuję sobie swoje początki małżeństwa to chociaż dom, małżeństwo i dzieci były przez nas zaplanowane to jednak nie wiedziałam, jak wiele obowiązków biorę na siebie. Chyba największy problem miałam z dbałością o przedmioty, którymi się otaczaliśmy.

Bardzo szybko przekonałam się, że dbałość o przedmioty takie jak sprzęty elektroniczne, meble czy zwykłe dodatki nie tylko przedłużają ich żywotność ale sprawiają wrażenie uporządkowanych, czystych. Weźmy taki przykład książki. Wyobraźmy sobie, że mamy piękną biblioteczkę na całej ścianie w salonie. Książki są poukładane alfabetycznie, często przecierane z kurzu, z równo stojącymi obok siebie grzbietami. A teraz wyobraźmy sobie, że codziennie tymi książkami bawią się w nie najładniejszy sposób dzieci, zaginają kartki, wylewają na nie wodę i rysują po okładkach. Po każdej takiej zabawie książki są znów równo układne na półkę. Jednak po takim maltretowaniu nasza biblioteczka nie wygląda już tak ładnie, a patrząc na cała ścianę, po przez ich zaniedbanie możemy odnieść wrażenie, że książki wcale nie są posegregowane, a wokół nich jest zwyczajnie bałagan.

To samo tyczy się zabawek, ubrań i wszystkich przedmiotów jakie mamy w domu. Bałagan nie robi się tylko wtedy kiedy rzeczy nie są poukładane, ale też wtedy kiedy są zaniedbane. Od kiedy uświadomiłam sobie ten fakt zaczęłam dbać o przedmioty, najpierw skupiłam się na tych które jako pierwsze rzucają nam się w oczy kiedy wchodzimy do domu. Czyli meble. Zaczęłam od zakupu odpowiednich środków do pielęgnacji blatów, drewna i armatury. Kiedy doprowadziłam je już do blasku zabrałam się za profilaktykę. I tak w salonie pojawiły się podkładki po kubki. Wybrałam personalizowane podkładki od cupcup.pl. 

Wybrałam je głownie z dwóch powodów; po pierwsze cena bo sztuka kosztuje niecałe 5 złotych, a w tą cenę wchodzi nie tylko podkładka ale i proponowany przez nas wzór nadruku. Po drugie wysokość. Dużo podkładek na rynku jest dosyć wysokich przez co nasze dzieci często przewracały kubki z piciem ponieważ zwyczajnie nie umiały trafić na podkładkę. Kubek tylko w połowie stawał na podkładce w efekcie czego przewracał się. W trakcie składania zamówienia dostałam odpowiedz, że jedna z proponowanych przeze mnie grafik jest wykonana w złej jakości i nadruk będzie nieestetyczny, dzięki tej informacji klient może zmienić format i mieć pewność, że dostanie ładny produkt. Podoba mi się taka dbałość o klienta. Po otrzymaniu mojego zamówienia zauważyłam dwie kolejne zalety. Przesyłkę dostałam w dwa dni więc nie musiałam długo czekać, a jakość druku okazała się naprawdę świetna.

Wszyscy domownicy wiedzą już, że dbamy o meble i nauczyli się używać podkładek i deseczek. Dzięki temu nasz dom zyskał na wyglądzie, a ja mam mniej pracy.





Serdecznie zapraszam do zapoznania się z ofertą dodatków do domu:

Na stronie sklepu - klik
Fanpage'u - klik
i instagramie - klik.


Odkryłam Lolę i nie zawaham się podać dalej

Piknął telefon. Idę sprawdzić. Powiadomienie z instagrama. Już miałam sprawdzić co tam słychać w wirtualnym świecie ale kątem oka zobaczyłam najstarszego syna leżącego na kanapie z nogami na oparciu. Tydzień temu wróciliśmy z Karpacza i znów dopadła ich nuda - chłopaki może pójdziemy na plac zabaw?

Zaproponowałam i w trybie natychmiastowym polecieli zakładać buty, a ja zajrzałam na telefon - Vloglola rozpoczęła relację na żywo. Oooo, sekundę za późno! Wchodzę na relację i zostawiam wiadomość "Loluś zapiszesz relację, bo obiecała dzieciom plac zabaw?". Odpowada, że tak. Zamykam telefon i wychodzę z domu zadowolona, że nie minie mnie kolejna porcja uśmiechu.

Dwa lata temu mój mąż wyjechał na cztery miesiące na szkolenie. Zostałam z trójką dzieci, z których najmłodsze miało półtorej roku, a najstarsze sześć lat. Nie muszę Wam mówić jak pada na twarz matka z taką gromadką łobuzów w takim wieku. Tym bardziej kiedy są wakacje, cała trójka jest w domu, a na dworze upał. W ciągu dnia ułatwiałam sobie życie jak tylko się dało, ale wieczorami i tak byłam wykończona psychicznie. Bywały gorsze dni, a wtedy czekałam na wieczór, kiedy dzieci zasną, zrobi się cicho, a ja odpalę laptopa w poszukiwaniu nowych vlogów mojej ulubionej vlogerki. Nie, wtedy nie była nią Lola. Wtedy nie wiedziałam o jej instnieniu. Oglądałam vlogi innej dziewczyny. Fakt, nie były one takie jakich potrzebowałam by odprężyć się po męczącym, dniu ale właściwie to nie znałam świata vlogerów i jakoś nie wpadło mi do głowy, że mogę znaleźć kogoś odpowiedniejszego dla siebie. Byłam przeświadczona o tym, że kanały youtuba dzielą się na kosmetyczne, podróżnicze i te z grami.

Wchodzę więc jednego wieczoru na jedyny kanał jaki odwiedzałam i na dole pokazują się propozycję innych filmów. Rzuca mi się w oczy śnieżnobiały uśmiech pewnej blondynki. Myślę sobie - o tego własnie potrzebuję, zobaczyć jak ktoś się cieszy. Klikam. Pojawia się Ola i została do dziś. To już dwa lata kiedy wywołuje uśmiech na mojej twarzy i nawołuje pozytywne myśli kiedy te trochę schodza na złe tory.

Nie jestem pesymistką, a wręcz przeciwnie - często bije ode mnie radość, a znajomi
komplementują moje pozytywne nastawienie. Kiedy czasem jest mi źle to głównie z takiego zwyczajnego, fizycznego przemęczenia - no tak nadal mam trójkę dzieci:) Wtedy włączam laptopa, wklepuje v l o g l o l a i włączam film. Od dwóch lat oglądam na bieżąco, ale zanim poznałam Lolę ominęły mnie trzy lata jej nagrywania więc mam co oglądać. Myślę, że każdej kobiecie spodobają się jej filmy. Trochę o rodzinie, trochę o domu, są też kobiece tematy ale i zwykłe codziennie życie. Spacery po mieście, a czasem i lewniwa kawa. I radość. Dużo uśmiechu, pozytywnego myślenia i wyszukiwania zalet i plusów nawet w kiedy w koło problemy.

Głównej bohaterki nie będę Wam opisywać, sami musicie ją poznać i gwarantuje, że tak jak ja zostaniecie na dłużej. Jej filmy sa idealnymi towarzyszami do porannej kawy, popołudniowego lenistwa lub relaksu w wannie. Oczywiście jeśli nie mamy wtedy pod ręką żadnej książki:)


Powyższe zdjęcia pochodzą z profilu instagramu - Vloglola


Książki czerwca

Po urodzeniu pierwszego dziecka przestałam czytać, sama nie wiem czy to ze względu na brak czasu chyba nie. Po prostu przestałam mieć na to ochotę, książka wymaga jednak skupienia i ciszy. Przestałam czytać na cztery lata. Całe szczęście poczułam znów potrzebę czytania i od kilku lat znowu czytam, regularnie i dużo. I o dziwo nie potrzebuję już ciszy, bo mogę czytać wszędzie.

Mamy początek lipca więc najwyższy czas na przedstawienie książek przeczytanych w czerwcu.

KUBA - dogrywka

Pierwsza książkę Małgorzaty Domagalik o Kubie Błaszczykowskim przeczytałam już w zeszłym roku. W tym roku w marcu wyszła dogrywka tej książki czyli takie uzupełnienie. Treść jest taka sama jednak dodany jest jeden rozdział. Rozdział pisany w takim samym tonie uzupełniony o najnowsze informacje o piłkarzu

Kogut domowy 

Lekka i życiowa historia o mężczyźnie, który stracił pracę i zajął się domem i dziećmi w czasie kiedy jego żona wróciła do pracy na pełen etat. Zamiana ról to coraz częstsza sytuacja spotykana również w Polskich domach. Polecam książkę Nataszy Sochy.

Trzepot skrzydeł

Książka pochłonięte w niecałe trzy godziny. Historia kobiety ślepo wierzącej że jej mąż się zmieni i będą żyli długo i szczęśliwie. Książka o poważnym problemie jakim jest przemoc jednak pisana w dosyć łatwy do przeczytania sposób. Polecam komuś kto chce przeczytać coś w tym temacie jednak nie koniecznie wchodząc w szczegóły problemu.

W lipcu czeka mnie nowość od Jojo Moyes, którą już wielu miłośników książek tego typu zapewne przeczytało. Miałam lekki poślizg w zamawianiu nowych książek stąd to opóźnienie ale jeszcze chwila i zaczynam wracać do historii Lou.





Jestem matką i naprawdę cieszę się na wakacje.

Znacie zapewne demotwator krążący po sieci, na którym jest zadowolona trójka dzieci i smutna matka. Dzieci radosne bo zaczynają się wakacje, a co za tym idzie luz, blues i słodkie lenistwo. Matka jednak załamana bo trójka dzieciaków na głowie. Ja jednak niezmiernie cieszę się razem z nimi.

Oczywiście nie zamierzam się tutaj chwalić jaką to jestem cudownie radzącą sobie i poukładaną kobietą, wcale też nie zamierzam Was przekonywać, że podporządkowałam sobie dzieci i chodzą jak w zegarku. Nie, ale prawdą jest że nasi synowie są dość zżyci ze sobą i spokojniej funkcjonują kiedy są razem niż kiedy, któregoś z nich brakuje.

Dlaczego się cieszę?

Po pierwsze: WYSYPIANIE

Rano mogę się wyspać do woli, nie muszę zrywać się o 7:00 razem z budzikiem, żeby naszykować śniadanie, ubrania i dziesięć tysięcy razy wchodzić do pokoju chłopaków, żeby ich dobudzić. Nie muszę też odwozić dzieciaków do szkoły i przedszkola i denerwować się czy na pewno zdążymy. Wysypiam się do woli, a nawet kiedy chłopaki wcześnie wstaną to albo grzecznie się bawią (bo są razem, a to najbardziej lubią), albo też się budzę jednak nie zrywam się od razu bo goni mnie czas, tylko leżakuję sprawdzając co w nocy działo się np. na instagramie.

Po drugie: POWOLI i LENIWIE

Kiedy już zdecyduję się, że wystarczająco się należałam, to chodzę jeszcze jakieś dwie godziny w piżamie. W piżamie robimy śniadanie, pijemy kawę i planujemy wspólnie dzień.

Po trzecie: WAKACYJNY TRYB MYŚLENIA

Teoretycznie przedszkole i szkoła to tylko niewielka część naszego życia, jednak jakby skupić się na rozłożeniu tych placówek na czynniki pierwsze to my rodzice musimy wziąć naprawdę sporo pod uwagę i wdrążyć to w planowanie dnia i tygodnia. Dwójka dzieci w placówkach to znaczy, że dla dwójki dzieci codziennie musi być naszykowane czyste ubranie. Trzeba pamiętać o zebraniach, o zapłacie za wycieczki i o ich terminach. O nauce wierszyka na przedstawienie, o produktach poproszonych o przyniesienie. I najważniejsze NIE MA ZADANIA DOMOWEGO!

Po czwarte: TYLE MOŻLIWOŚCI

Wakacje, to lato a lato to (teoretycznie) słońce. Dzieciaki mają tyle możliwości do nowych doznań. Basen, spacery, wycieczki rowerowe, place zabaw itp. Wiem, że można to robić cały rok ale latem o wiele łatwiej o odpowiednią pogodę dla takich atrakcji.

Po piąte: KOLEDZY

Ten punkt lubię najbardziej. Nasi synowie są typowymi ssakami stadnymi i im więcej ludzi tym lepiej i dla nich (bo można się lepiej bawić) i dla mnie (bo zajmują się sobą wzajemnie i nie muszę ich praktycznie pilnować. Wiem, to może brzmieć niewiarygodnie ale tak jest. Nasz dom jest otwarty na znajomych naszych i naszych dzieci, a latem to wręcz prosimy się o gości bo dzieciaki same się bawią, a ja mogę spokojnie pić kawkę. A w wakacje kiedy wszystkie dzieciaki mają wolne, to częściej się wzajemnie odwiedzają.

Podsumowując, uwielbiam wakacje i czekałam na nie z niecierpliwością tak jak dzieci albo nawet i bardziej. A Wy?



Kobiety też kibicują!

Rozpoczęły się już Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Wydarzenie odbywające się raz na cztery lata, a przez ten czas kibice trzymają kciuki aby reprezentanci ich kraju na Mundialu zagrali. No właśnie - kibice. Czy ktoś w ogóle bierze pod uwagę, że nie są nimi tylko mężczyźni?



Pisząc ten tekst niecierpliwie odliczam minuty do wielkiego spotkania Hiszpanii z Portugalią. Cisza, spokój, będzie pełne skupienie...mąż z dziećmi pojechali na rowerową przejażdżkę. Tak oczywiście, jestem kobietą.

Śmiało mogę powiedzieć, że w naszym domu to ja jestem największym kibicem piłki nożnej. Może nie znam się na wszystkim na czym powinnam i nie śledzę każdej reprezentacji poza Mistrzostwami Świata czy Europy, ale najlepsze drużyny i nazwiska nie są mi obce.

Polską Piłką zaczęłam interesować się w 2002 roku. Jestem wielkim pasjonatem tego sportu. Lubię oglądać polską kadrę, lubię wiedzieć jaki jest skład, znać nazwiska reprezentujących nas piłkarzy i wiedzieć jakimi ludźmi są poza boiskiem. Śledzę profil Polskiego Związku Piłki Nożnej na fp i Instagramie. Czytam książki o naszych piłkarzach i nowinki prasowe. Nie zmienia to jednak faktu, że prócz informacjami poza boiskiem jestem też kibicem. Znam zasady tej gry i wiem nawet co to spalony :D

Na każdy mecz polskiej reprezentacji, nawet towarzyski czekamy odliczając dni w kalendarzu. Siadamy cała rodziną przed telewizorem, malujemy na twarzy barwy naszego kraju, otwieramy chipsy i kibicujemy. I z każdym kolejnym meczem zastanawiam się kiedy w końcu opadnie stereotyp, że facet ogląda mecz, a kobieta lata z piwem. Jakoś nie widziałam, żeby skokom narciarskim czy kolarstwie towarzyszyły takie same zasady, a więc co takiego innego jest w piłce nożnej?

Zawsze lubiłam gry zespołowe. Podziwiałam ludzi, którzy potrafią mobilizować się do wspólnych treningów, dogadać się a potem podczas meczu rozumieć swoje intencje bez słownej komunikacji. Dla dzieciaków to też fajna forma spędzania wolnego czasu. Jest ruch i nauka współpracy w grupie. Pod okiem trenera z dobrym podejściem do dzieci można od małego zasiać w małych piłkarzach odpowiednie wartości. I to wszystko przez zabawę.

Piłkarze są też aktualnie, po prostu na topie. Są modni. Modnie jest interesować się "piłką". Dzieciaki zbierają naklejki, wymieniają się nimi, rozmawiają o swoich idolach, naśladują ich. To dobrze bo przecież piłkarze kojarzą się głównie z pozytywnymi postaciami i cechami. Niejednokrotnie wygrywają z bohaterami gier komputerowych czy filmów. Taki dobry idol.

Dlaczego jeszcze kibicować powinni nie tylko mężczyźni? Ponieważ piłkarze jak w każdej grze zespołowej nie wychodzą na murawę jako Nowak czy Kowalski ale jako kraj. Reprezentują Polskę i myślę, że tak po ludzku dobrze jest wiedzieć kto ten nasz kraj reprezentuje i wiedzieć komu między innymi zawdzięczamy dobre skojarzenia o naszym kraju poza granicami.

Tak więc szykujemy koszulki, farbki do twarzy i czekamy z niecierpliwością na wtorkowe spotkanie Polski z Senegalem! I oczywiście trzymamy kciuki za wygraną:)






Top 5 najlepszych dowcipów

Sezon grillowy rozpoczęty i przed nami kilka miesięcy imprezowania na świeżym powietrzu. Ciepła pogoda to pretekst do grillowania i zapraszania przyjaciół nie tylko w weekend. Jeśli są to przyjaciele to tematy na rozmowy znajdują się same ale bywają i takie spotkania kiedy jesteśmy zaproszeni jako "znajomi znajomych" albo jako osoba towarzysząca. 

Nie zawsze wtedy wiadomo jak zacząć rozmowę i jaki temat poruszyć. O polityce i wierze jak wiadomo, lepiej się nie rozmawiać wśród nieznanych osób, dlatego nie ma nic lepszego na rozpoczęcie znajomości jak dowcip. Pochwalę się dzisiaj moją ulubioną piątką.


Bezsprzeczny numer 1

Czas powodzie, woda w wyższej położonej części miasteczka zeszła i miejscowi zaprosili burmistrza, żeby przyjechał zobaczyć straty i wesprzeć dobrym słowem mieszkańców. W dole, gdzie ciągle była woda widać było pływający kapelusz. Lewo, prawo, lewo, prawo... burmistrz zainteresowany pyta: - a co ten kapelusz tak pływa tam i z powrotem? Ktoś z mieszkańców odpowiada: - aa to Zenek, mówi powódź, nie powódź zaorać pole trzeba.


Miejsce drugie

Trzech anemików siedzi na ławce. Jeden patrzy w niebo i mówi: - chyba będzie dziś padać. Po godzinie drugi patrzy w niebo i odpowiada: - chyba jednak nie będzie padać. Po kolejnej godzinie odzywa się trzeci: - idę, nie lubię kłótni

Miejsce trzecie

Facet opowiedział koledze dowcip, a ten pękł ze śmiechu. Gostka oskarżono o morderstwo. Na sali sądowej sędzia mówi:
- Proszę opowiedzieć ten kawał.
- Nie wysoki sądzie, bo nie chcę wszystkich pozabijać.
- W takim razie proszę opowiedzieć go komisji.
Do komisji zostali wydzieleni policjant, adwokat i prokurator. Zamknięci w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu, wysłuchali dowcipu. Adwokat i prokurator pękli ze śmiechu, a policjant wychodzi i mówi:
- To wcale nie było śmieszne.
Gostek został uniewinniony. Za rok w wiadomościach podają: Na rogu Marszałkowskiej i Hożej z niewiadomych przyczyn pękł policjant. 


Miejsce czwarte

Spotkało się kilku informatyków i jak to zwykle bywa, rozmowy szybko zeszły na tematy komputerowe. Wreszcie któryś z nich zaproponował:- Panowie, porozmawiajmy o czymś normalnym, np. o dupach. Nastąpiła bardzo długa cisza, a po niej jeszcze więcej krępującego milczenia. Wreszcie któryś odpowiada:- Słuchajcie, moja karta graficzna jest do dupy... 


Miejsce piąte

Mama pyta Jasia:
- jak tam w szkole?
- jak na komisariacie mamo, ciągle o coś pytają, a ja nie znam odpowiedzi.


A jaki jest Twój ulubiony dowcip?


źródło www.akuku.pl


gimpelife © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka