Menu

Zmienność kobiety jest zmienna




Mam ciemne włosy, kasztanowe chyba. Dziesięć lat temu wygrzebałam swoje zdjęcie, na którym miałam bodajże pięć lat. Byłam blondynką, taką prawdziwą blond blond. Kolor piękny, włosy błyszczały, zdawały się takie delikatne. 


Włosy musiały zmienić kolor na ciemniejszy pewnie niedługo po zrobieniu tego zdjęcia bo mama nie pamięta, żebym kiedykolwiek była blondynką. Ja za to zawsze miałam jakieś przebłyski, pamiętam jak w lustrze czesałam blond grzywkę. Kiedy znalazłam to zdjęcie zachciałam wrócić do tego koloru, ale jednak długo się z tą myślą męczyłam. W tamtym czasie poznałam swojego męża, pierwsze randki i te sprawy, odsunęłam myśl o zmianie koloru bo jak spodobałam mu się w ciemnych włosach to trochę tak jeszcze pobędę w myśl "niech się zakocha na całego". Potem przygotowania do ślubu i nie chciałam eksperymentować bo gdyby się okazało, że nie spodobam się sobie to jak tak na fotografiach, na pamiątce to uwiecznić?! Potem były ciąże i karmienie piersią. A potem dwóch fryzjerów odradzało mi farbowanie bo "nie będzie Pani do twarzy".
Pewnego rano, jakieś dwa lata temu pomyślałam - hej, to moja głowa, moje włosy i moje życie. Na całym świecie ludzie muszą podejmować ważne decyzje, a ja nie mogę się zdecydować czy zmienić kolor włosów? I co z tego, że mi się nie spodoba, i co z tego, że będzie mi nie do twarzy i znajomi będą przechodzić na drugą stronę ulicy? Przecież to nie argument. A że najgorszą decyzją jest brak decyzji to postanowiłam w końcu porządnie pogadać sama ze sobą. Wyciągnęłam z głowy cudowną mądrość, że lepiej żałować że się zrobiło niż żałować że się nie zrobiło i poszłam do fryzjera. Powiedziałam - wszystko wiem, farbuj!

I tak zostałam blondynką.

Podobam się sobie tak bardzo, że gdybym nie miała męża to pewnie miałabym w telefonie swoje zdjęcie na tapecie. Cudownie po prostu. Chwaliłam się na prawo i lewo o zmiana koloru, wszystkim się podobało i byli zachwyceni. A teraz kiedy siadam na fotelu fryzjerskim by ukryć odrosty, patrzę na siedzące obok Panie w pięknych kasztanowych włosach i wzdycham - jaki piękny kolor...



5 komentarzy :

  1. super! ja raz, po urodzeniu córki zaszalałam i zrobilam sie na blond, ale to nie byl moj kolor. Zawsze byłam szatynka i do szatyny powrociłam, ale.... nigdy nie mowie nigdy

    OdpowiedzUsuń
  2. Tam to już z nami kobitami jest. Ciężko nam dogodzić :). Proste chcą być kręcone i odwrotnie, ciemne chcą być blond, blond ruda itd. Jakby nie było, trzeba nam zmian! Chociażby na chwilę! Pozdrawiam, Mamatywna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej, posiadasz bloga? Chciałabym Cie odwiedzic ale nie potrawie znalezc www:/

      Usuń
  3. Zawsze wydawało mi się, że miałam taki sam kolor włosów... Po czym - patrząc na zdjęcia z przeszłości - okazuje się, że miałam i pasemka, i rudawe, i brązy, a teraz mam złoty odcień... Kobieta zmienną jest - nawet jak nie zdaje sobie z tego sprawy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Urodziłam się z kruczoczarnymi włosami (mama opowiadała, że nie było szans mnie podmienić, bo jako jedyne dziecko w szpitalu miałam czarnego loka na głowie😊) z wiekiem zjaśniały mi do tego stopnia, że miałam najjaśniejszy z możliwych blond (świński jak ja to określam) po czym mi systematycznie ciemniały, aż doszły do odcienia bardzo ciemnego blondu (zwany mysim😉) No i jak tu kobieta ma być zdecydowana jak natura się sama zdecydować nie mogła😃 Chociaż przyznam, że na blond się nigdy nie farbowałam, jakoś się w takim odcieniu zupełnie nie widzę.

    OdpowiedzUsuń


Zostawiając komentarz,
nie zapomnij napisać adres swojego bloga,
na pewno Cię odwiedzę ;)

gimpelife © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka