Menu

Nie mów mi, że lubisz "swój bałagan"



Żoną i Panią Domu jestem od ponad sześciu lat, ale dopiero od półtorej roku czuję się dobrze w swoich czterech kątach. Powodem jest porządek, to właśnie on pozwala mi odpoczywać nawet wtedy kiedy mam dużo pracy.


Nie jestem perfekcyjna i chociaż dążę do tego to pewnie jeszcze długo nie będę. Lubię porządek i marzę o tym żeby w domu każda, nawet najmniejsza rzecz miała swoje miejsca. Chciałabym, żeby nie było zbędnych pierdółek i żebym na bieżąco dawała sobie radę z obowiązkami. Narazie tylko "chcę" ale wiem, że kiedyś dojdę do tego i kto wie, może to "kiedyś" nie będzie wcale tak odlegle daleko?

Wchodząc w dorosłe życie, ze swoim mężem, w swojej kuchni - nie potrafiłam właściwie nic. W rodzinnym domu we wszystkim wyręczała mnie mama. Wcale nie prosiłam o to, Ona jest po prostu typem człowieka, który lubi pracować, lubi mieć wszystko pod kontrolą i zaśnie dopiero kiedy jest pewna że wszystko w domu zostało zrobione. Najlepiej więc było jej robić wszystko samej. Nie chętnie pokazywała mi sposobów wykonywania domowych obowiązków, a kiedy już to robiła to nauka przebiegała na zasadzie "stój i patrz". Ja jestem typem osoby, który jak nie wyszoruje pieca po wykipiałym mleku to nie zapamięta, że mleko trzeba pilnować bo "ucieka". Dlatego więc samo patrzenie niczego mnie nie nauczyło. I tak własnie pewnego pięknego listopadowego dnia zostałam najgorsza Panią Domu, bez wiedzy, bez doświadczenia,

Ciężko było nagle zadbać o wszystko. Porządek w domu, obiady, zakupy, planowanie świąt, pranie, stworzenie klimatu. Zresztą co będę wymieniać, każda kobieta wie o co chodzi. Po ślubie bardzo szybko zaszłam w ciąże, a potem w kolejną. Nie zdążyłam ogarnąć bycia Panią Domu, a już zostałam Mamą. Obie role przyszły niemal w jednym czasie, a wybierając tą którą chciałam robić lepiej to wybrałam macierzyństwo. Tak właśnie zostałam dobrą mamą i kiepską gospodynią. Wiecznie miałam zaległości w praniu i pasowaniu. Obiady powtarzały się co kilka dni, a w lodówce zawsze czegoś brakowało. Niespodziewani goście zawsze napotykali się na bałagan. Właściwie to nawet Ci spodziewani nie widzieli ładu. Sprzątałam ale chociaż chciałam dokładnie, to dokładnie nie było, nie umiałam,..

Lepiej w naszym domu zaczęło wyglądać kiedy najmłodsze z dzieci miało ponad pół roku. Umiało jakiś czas zająć się grzechotką czy znaleźć ciekawy do obserwacji punkt za oknem. Tą wolną chwilę wykorzystywałam na instagram. Bardzo lubiłam oglądać estetyczne zdjęcia, a teraz mnóstwo ich w sieci. Uwielbiałam oglądać zdjęcia dodatków do mieszkań i chciałam mieć je u siebie ale wiedziałam, że dodatki nie będą upiększać mieszkania kiedy jest w nim bałagan. Postanowiłam zrobić wszystko, żeby było lepiej. Zapisałam się na jedną z facebookowych grup o urządzaniu mieszkania i zaglądałam na blogi o powadzeniu domu. Zaczęłam też bardziej szczegółowo korzystać z kalendarza rozpisując w nim domowe obowiązki. W tym czasie bardzo mocno zmobilizowałam męża do przemalowania ścian w salonie i korytarzu. Zniknął żółty i pojawiła się biel z jasnym beżem. Potem zniknęła czerwień z kuchni, a pojawił się jasny szary. Rozjaśniłam mieszkanie nie dlatego, że panuje moda na biały, ale w tym przypadku to był jedyny kolo, który pomógłby mi dodać lekkości i ładu naszemu domowi. Kupiłam pudełka i koszyczki. Posegregowałam wszystko tak by każda nawet najmniejsza rzecz miała swoje miejsce. Jeżeli bałam się, że zapomnę miejsce po postu bez wstydu podpisywałam je. Do tej pory mamy w kuchni podpisane półki "kawy, kakao" i "herbaty". W przypływie mocy rzucałam się na jakąkolwiek z szafek czy to w kuchni czy w salonie i wyrzucam rzeczy, z których nie korzystamy. W pozbyciu pomagał mi olx albo comiesięczne wystawki na dzielnicy.

Spędziłam niedawno kilka dni w towarzystwie wspaniałej kobiety. Starszej ode mnie, bardziej doświadczonej chyba w każdej dziedzinie. Mogłabym nauczyć się od niej bardzo dużo, ale sprawy porządku są daleko nieidealne. Kiedyś wyznała mi, że męczy się w domu, że chciałaby podjechać kontenerem pod okno i wrzucić do niego dosłownie wszystko, zacząć mieszkanie od nowa, poklei panując nad porządkiem. Powiedziała mi to tylko raz, tamtego wieczoru kiedy nastrój pomagał w zwierzeniach. Potem udawała, ze jest ok, że nie przeszkadza jej nieład, a nawet "lubię ten swój bałagan". Wiem, że kłamie i mówi tak tylko by wytłumaczyć się jakoś i ukryć fakt, że nie panuje nad domem.

Przez mój dom codziennie przelatuje huragan jakim są dzieci. Codzienne obowiązki czasem zabierają czas który potrzebny jest do sprzątania. Wiele kobiet woli spędzać czas na zabawie z dziećmi czy wyjść na kawę do przyjaciółki, wiadomo to jest jest ważne. Dzięki temu funkcjonujemy, ładujemy baterie, nie załamujemy się niepowodzeniami. Ale każdy potrzebuje też spokoju, odpoczynku, relaksu we własnych czterech kątach. Z ciepła herbatą, książką, kocykiem. Ten spokój możemy uzyskać tylko w czystej przestrzeni. Wiem bo sama doświadczyłam tej metamorfozy i na własnej skórze odczułam jaki wewnętrzny spokój towarzyszy porządek w domu. Nie jest łatwo zmienić swój dom i nie jest to szybka zmiany. Wymaga czasu, cierpliwości, czasem pomocy innych. Ale efekt wart jest tego i taki czysty dom naprawdę nie trudno utrzymać w porządku.





magnez na lodówkę DREWNIANE DODATKI - tutaj

Wizyta w pepco



Są takie miejsca, do których lepiej nie wpuszczać swoich żon. Dla bezpieczeństwa ich, swojego i waszych pieniędzy. Jest kilka takich miejsc, jedno z nich to...


Znowu pojechałam na zakupy spożywcze, domownicy objadają lodówkę jakby tygodniami nie jedli. Kupuję, wnoszę, wkładam, otwieram lodówkę, a tam już nic nie ma! Eee?! To znowu na zakupy i znowu niechcący weszłam do pepco. Pracownicy wyglądali na miłych ludzi ale jednak mili nie byli. Siłą zaciągnęli mnie do półki ze świeczkami i kazali coś wybrać. Potem do półki z kubkami i szklankami. Dalej do ramek, plakatów, oczywiście wszystko siłą bo ja przecież nie chciałam. Dobra, kupiłam to i tamto. No i jeszcze tamto. I tamto i tamto i... ach lepiej nie będę o tym myśleć. Za to od razu zabrałam się za myślenie jakby tu ukryć zakupowy fakt przed mężem. Bo ukryć trzeba to oczywiste. Znowu by narzekał, że po co nam dwudziesty kubek i czterdziesta zapachowa świeczka. Szkoda jego nerwów, a ja dobra żona jestem i o zdrowie męża dbam. Pomysł: nie wyciągam toreb z samochodu! Poczekam aż wyjdzie z domu. Plan świetny, realizacja gorzej bo przecież jak on z domu będzie chciał wyjść to wiadomo, że pieszo nigdzie nie pójdzie tylko fordem pojedzie. No to myk torby do sąsiadki. Ona zawsze w takich sytuacjach pomoże. Czy z dobroci serca to nie wiem, pewnie chętnie drzwi otwiera żeby potem w torbach powęszyć, ale myślę - że jak nie ona to inaczej do psiej buty musiałabym zakupy schować. Kit, najwyżej niektóre rzeczy będą nadgryzione, ale pies przynajmniej nie będzie szczekał "po! coś! to! znowu! kupiła!?" 

Kolejny ważny fakt zatajenia - odwrócenie uwagi. Bo jak wrócę do domu z pustymi rękami to od razu się zorientuje, że coś kręcę. Odwracam więc uwagę dwoma punktami. Po pierwsze: przynieść do domu trzeba coś co kompletnie niepodobne jest do domowych gadżetów. Płyn do naczyń na przykład albo szampon. Jak zobaczy to może nie skojarzy sobie tego z pepco nie? Po drugie: kupić trzeba coś mężowi. Sernik albo chociaż gazeta z kiosku pod blokiem. Także gdyby nawet podejrzewał, że wydałam ostatnie pieniądze to przecież nie będzie się wypytywał bo sumienie mu nie pozwoli. Głupio tak żonę podejrzewać jak ona z zimnym piwkiem z miasta wraca.


Dobra już, wróciłam, gazetkę podałam, szampon z torby majestatycznie wyciągnęłam i zabieram się za robienie obiadu. Mąż oczywiście musi wyjść, bo za długo z dziećmi siedział (tak twierdzi). Myślę - aaa niech idzie. Akurat mi to na rękę, może sąsiadka nie zdążyła jeszcze splądrować wszystkich toreb. 

Wyszedł. Lecę na dół. Torby zabieram, dziękuję i wracam. Otwieram drzwi i olśniło mnie, że On zawsze po klucze wraca. Matko ale się strachu najadłam. Słyszę zapalany silnik pod domem - uffff ma klucze, pojechał, jestem uratowana. Czas na wyciąganie łupów i chowanie. No chowanie wiadomo, przecież nie postawię tych ślicznych pudełeczek od razu na blat bo ja wróci to się zacznie marudzenie. Najpierw muszę przecież opracować plan pozbycia się tego co już w domu jest. No bo kolejna zawieszka na drzwi raczej w grę nie wchodzi. Będzie marudzenie, że taką samą już mamy - ślepy nie widzi, że w tej nowej "home" jest całkiem inną czcionką napisane! Szybka myśl, że jutro idę do Anki na kawę to ją wezmę, ona ostatnio nic na drzwiach nie miała, to w sam raz zawieszka dla niej. O! Gorzej z kubkami bo nikomu 10 kubków nie wcisnę ale... jakby tam stały na brzegu stołu i któreś z dzieci niechcący pociągnęłoby za obrus? Hmmmm to może wyglądać wiarygodnie. Albo zmywarka za gorącą wodę puściła i popękały, tak tak to będzie doskonała wersją na tą zieloną miskę, dzisiaj kupiłam żółtą i wygląda o niebo lepiej. Dobra tyle już z głowy, jeszcze tylko dwie torby i Mąż może wracać. Wracam do robienia obiadu. Lodówka, ooo nie ma pora? Hmmm muszę iść na zakupy...





gimpelife © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka