Menu

Wizyta w pepco



Są takie miejsca, do których lepiej nie wpuszczać swoich żon. Dla bezpieczeństwa ich, swojego i waszych pieniędzy. Jest kilka takich miejsc, jedno z nich to...


Znowu pojechałam na zakupy spożywcze, domownicy objadają lodówkę jakby tygodniami nie jedli. Kupuję, wnoszę, wkładam, otwieram lodówkę, a tam już nic nie ma! Eee?! To znowu na zakupy i znowu niechcący weszłam do pepco. Pracownicy wyglądali na miłych ludzi ale jednak mili nie byli. Siłą zaciągnęli mnie do półki ze świeczkami i kazali coś wybrać. Potem do półki z kubkami i szklankami. Dalej do ramek, plakatów, oczywiście wszystko siłą bo ja przecież nie chciałam. Dobra, kupiłam to i tamto. No i jeszcze tamto. I tamto i tamto i... ach lepiej nie będę o tym myśleć. Za to od razu zabrałam się za myślenie jakby tu ukryć zakupowy fakt przed mężem. Bo ukryć trzeba to oczywiste. Znowu by narzekał, że po co nam dwudziesty kubek i czterdziesta zapachowa świeczka. Szkoda jego nerwów, a ja dobra żona jestem i o zdrowie męża dbam. Pomysł: nie wyciągam toreb z samochodu! Poczekam aż wyjdzie z domu. Plan świetny, realizacja gorzej bo przecież jak on z domu będzie chciał wyjść to wiadomo, że pieszo nigdzie nie pójdzie tylko fordem pojedzie. No to myk torby do sąsiadki. Ona zawsze w takich sytuacjach pomoże. Czy z dobroci serca to nie wiem, pewnie chętnie drzwi otwiera żeby potem w torbach powęszyć, ale myślę - że jak nie ona to inaczej do psiej buty musiałabym zakupy schować. Kit, najwyżej niektóre rzeczy będą nadgryzione, ale pies przynajmniej nie będzie szczekał "po! coś! to! znowu! kupiła!?" 

Kolejny ważny fakt zatajenia - odwrócenie uwagi. Bo jak wrócę do domu z pustymi rękami to od razu się zorientuje, że coś kręcę. Odwracam więc uwagę dwoma punktami. Po pierwsze: przynieść do domu trzeba coś co kompletnie niepodobne jest do domowych gadżetów. Płyn do naczyń na przykład albo szampon. Jak zobaczy to może nie skojarzy sobie tego z pepco nie? Po drugie: kupić trzeba coś mężowi. Sernik albo chociaż gazeta z kiosku pod blokiem. Także gdyby nawet podejrzewał, że wydałam ostatnie pieniądze to przecież nie będzie się wypytywał bo sumienie mu nie pozwoli. Głupio tak żonę podejrzewać jak ona z zimnym piwkiem z miasta wraca.


Dobra już, wróciłam, gazetkę podałam, szampon z torby majestatycznie wyciągnęłam i zabieram się za robienie obiadu. Mąż oczywiście musi wyjść, bo za długo z dziećmi siedział (tak twierdzi). Myślę - aaa niech idzie. Akurat mi to na rękę, może sąsiadka nie zdążyła jeszcze splądrować wszystkich toreb. 

Wyszedł. Lecę na dół. Torby zabieram, dziękuję i wracam. Otwieram drzwi i olśniło mnie, że On zawsze po klucze wraca. Matko ale się strachu najadłam. Słyszę zapalany silnik pod domem - uffff ma klucze, pojechał, jestem uratowana. Czas na wyciąganie łupów i chowanie. No chowanie wiadomo, przecież nie postawię tych ślicznych pudełeczek od razu na blat bo ja wróci to się zacznie marudzenie. Najpierw muszę przecież opracować plan pozbycia się tego co już w domu jest. No bo kolejna zawieszka na drzwi raczej w grę nie wchodzi. Będzie marudzenie, że taką samą już mamy - ślepy nie widzi, że w tej nowej "home" jest całkiem inną czcionką napisane! Szybka myśl, że jutro idę do Anki na kawę to ją wezmę, ona ostatnio nic na drzwiach nie miała, to w sam raz zawieszka dla niej. O! Gorzej z kubkami bo nikomu 10 kubków nie wcisnę ale... jakby tam stały na brzegu stołu i któreś z dzieci niechcący pociągnęłoby za obrus? Hmmmm to może wyglądać wiarygodnie. Albo zmywarka za gorącą wodę puściła i popękały, tak tak to będzie doskonała wersją na tą zieloną miskę, dzisiaj kupiłam żółtą i wygląda o niebo lepiej. Dobra tyle już z głowy, jeszcze tylko dwie torby i Mąż może wracać. Wracam do robienia obiadu. Lodówka, ooo nie ma pora? Hmmm muszę iść na zakupy...





10 komentarzy :

  1. Ha ha :) ale się uśmiałam, świetny tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No muszę przyznać że pośmiałam się :D Ja sama kocham Pepco i znikam tam zawsze na jakiś czas:] Pozdrawiam ciepło a w wolnej chwili zapraszam na www.wpuszczonawmaliny.blogspot.com :]

    OdpowiedzUsuń
  3. Są takie sklepy i potem trzeba kitrać. U mnie najczęściej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mi się zdarza ale bardziej w kwestii ubrań;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zabawny tekst :) A co by się stało, gdybyś wprost powiedziała, co kupiłaś? Pytam z ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwona nic by sie nie stało, po pierwsze mam bardzo wyrozumialego męża, po drugie ja nie wydaje pieniędzy na rzeczy które są niepotrzebne, po trzecie to jest post pisany "pól żartem do posmiania:)

      Usuń
  6. Ja lubię chodzić i nakupować pierdołek:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe :) Poprawiłaś mi humor. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego ja rzadko do Pepco wpadam ;) za dużo pokus, a ja niestety jestem na nie podatna ;) świetny wpis! Taki prawdziwy, a jakże rozbawiający, ale czekaj, jakbym tak go pokazała nie Mężowi, to może bym coś do domu przemyciła? Jak myślisz? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. hahahaha... ale się musisz nakombinować! :D Ja takich akrobacji nie muszę wykonywać, bo mąż mi nigdy nawet jednego złego słowa nie powiedział, kiedy zauważył coś nowego, wręcz przeciwnie, kiedy kupię coś dla siebie, to się cieszy i chwali - IDEAŁ :D :D :D Ale humor mi poprawiłaś i naprawdę poczytałam z przyjemnością! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń


Zostawiając komentarz,
nie zapomnij napisać adres swojego bloga,
na pewno Cię odwiedzę ;)

gimpelife © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka