Menu

Gdy Ci smutno, gdy Ci źle

Chociaż na co dzień tryskam dobrym humorem, optymizmem i błyskotliwością dowcipu, to są dni kiedy potrzebowałabym spakować walizkę i wyjechać gdzieś daleko, żeby odpocząć od życia codziennego.


A ponieważ los sprezentował mi trzy małe ludki do opieki całodobowej, to na wyjazd na bezludną wyspę będę musiała jeszcze trochę poczekać. Nie żebym narzekała jakoś bardzo i chciałam Wam się wyżalić, nie - już wszystkie żale z tego powodu wylałam mężowi. Zrozumiałam, że tak po prostu narazie musi być i znalazłam sobie inne sposoby na reset. Też fajne i też odprężająco. Nie jest to dokładnie to samo co wakacje pod palemką i ciężko mi powiedzieć, że ładuję sobie baterie tymi sposobami, ale na pewno wystarczy, żeby odsunąć od siebie zły nastrój, zmienić negatywne myślenia na pozytywne i puścić wydarzenia kończącego się dnia w niepamięć.


Samotność / spotkania

W zależności od tego jak bardzo źle się czuje. Jak jestem po prostu zmęczona minionym dniem to w zupełności wystarczy kiedy z gorącą czekoladą i książka schowam się pod kocykiem i zatopię w historii innych ludzi. Kiedy jednak zmęczenie towarzyszy mi od dawna i związane jest z jakimś większym zmartwieniem wtedy lubię wyjść z domu, spotkać się z przyjaciółką lub zorganizować babskie spotkanie dla bliskich dziewczyn. Porozmawiać, pośmiać się, zagrać w coś. Nie ukrywam, że to jeden z moich ulubionych leków na smutek.


Przyjemności

Wiadomo, że jedzenie:) Bo przez żołądek do serca, a kto powiedział, że serce musi należeć do kogoś innego? Samą siebie też trzeba lubić i trzeba sobie dogadzać! Na większe smutki włoskie menu - pizza, spaghetti, lazania. Na chwilowy zły nastrój wystarczą lody czekoladowe z popcornem. Oczywiście wszystko dla mnie!


Dobre myśli

Przekierowanie myśli na dobre tory nie zawsze mi wychodzą. Bywa, że nie mogę się na tym skupić więc nie często stawiam na ten sposób ale jednak kilka razy mi pomógł. W przygnębiających chwilach, kiedy myślę, że już nic mnie nie cieszy i już do niczego się nie nadaję - siadam na swoim balkonie z kubkiem kakao i myślę o tym co mnie cieszy. Właśnie ten balkon mnie cieszy, bo sama go zaprojektowałam i zrobiłam. Lubię pić kakao. Lubię swoje kubki, bo kupuję je sama i dobieram według swojego gustu. Półki z książkami lubię bo to też była moja inwencja i praca. I lubię swój telefon, bo jest prezentem niespodzianką od męża. I słońce lubię, i deszcz, drzewa owocowe. Lubię słuchać muzykę, i ciszę też lubię. Przede wszystkim lubię ludzi. I uśmiech, radosne oczy i bijącą z nich dobroć. Tyle jest piękna dookoła nas, codziennie je spotykamy ale codzienność sprawia, że zaczynamy przechodzić obojętnie. A gdybyśmy przystanęli, zauważyli i docenili to nie załamywalibyśmy się tak szybko małymi problemami.


Siła innych

Od niedawna mam nowy sposób na motywacje. Kiedy brakuje mi chęci na kontynuowanie czegoś co postanowiłam, ale brak mi silnej woli by coś dokończyć, wchodzę na instagram i oglądam zdjęć metamorfoz. Ludzi, którzy wylali pot, łzy i czasem krew by zmienić swój wygląd na zdrowy, na lepszy. Zrzucone 20-30-40 kilogramów robi na mnie ogromne wrażenie i momentalnie buduje poczucie walki ze moimi słabościami.


Yt

Z reguły nie oglądam filmików i memów przesyłanych mi na whatsapie czy wrzucanych przez znajomych na facebookowe tablice. Większość z nich nie ma sensu i nie niesie jakiegoś kolosalnego przesłania. Ale bywa, że włączam sobie yt na poprawę humoru. Są to jednak konkretne kanały, które może nie rozwiązują moich problemów i nie sprawiają, że całkowicie wróci mi dobry humor ale na pewno w czasie kiedy oglądam filmiki, jestem uspokojona i zadowolona. O dziwo są to kanały o tematyce urodowej. Tak, o dziwo bo ja i makijaż to dwa osobne tematy. Nie maluję się jakoś namiętnie, a moja kosmetyczka liczy nie więcej niż 10 kosmetyków i to z szamponem do włosów:) Nie mniej jednak oglądam Szusz chyba dla jej samej, a nie dla makijażów, które pokazuje. 


Wrzuć na luz

Co można zrobić kiedy nie można już zrobić nic? Załamać się? Walić głową w mur w nadziei, że stanie się cud? Przeczekać! Kiedy nie masz już żadnego wpływu na przebieg sytuacji, albo na coś co się zdarzyło? Czasu nie cofniesz, myśli nie wyczyścisz - przeczekaj i wrzuć na luz. Wybierz się na spacer albo na wycieczkę rowerową. Do miejsca, w którym jeszcze nie byłaś. Zajmij głowę czymś innym, nowym. Popatrz na ludzi, który robią coś innego niż Ty. Posłuchaj, porozmawiaj, zachwyć się. A może na tym spacerze znajdziesz swoją przystań, która powie Ci, że nie jest tak źle jak myślałaś, a problemy da się rozwiązać?








Mnóstwo nerek, toreb, torebek i plecaków znajdziecie u firmy NEROLA.
Na stronie - klik
Fanpage'u - klik
i instagramie - klik.

Nie pozwól zgasić w sobie optymizmu



Jest pewien rodzaj ludzi, którzy od rana do nocy mogą narzekać, na wszystko, na pogodę, kolor trawy, wielkość groszku w warzywniaku...


Znajomych każdy z nas ma, poznanych przypadkiem, znajomy znajomego itd. Znajomy to ktoś kto kiedyś tam przewinął się jakoś w naszym życiu. Jedni odchodzą, inni zostają. Zamieniają się w kolegów/koleżanki. Umawiamy się z nimi, rozmawiamy przez telefon. Jeśli są dla nas ważni, a my jesteśmy ważni dla nich to zostają przyjaciółmi, na dobre i złe, na dzień i noc, na zawsze.

Jedna z najważniejszych zasad jakie wyznaję w życiu to nie marudzić. Według tej zasady żyję i chociaż to może samolubnie zabrzmieć, to zgodnie z tą zasadą dobieram przyjaciół. Wiadomo, że znajomym może być każdy, jakikolwiek by nie był bo widzimy go od wielkiego dzwonu i nie mamy ze sobą zbyt wiele wspólnego. Natomiast przyjaciel, to ktoś bliski, z kim widujemy się o wiele częściej, rozmawiamy długie godziny, spędzamy razem czas. Nie możemy się przecież przez ten cały czas męczyć.

Zazwyczaj po prostu przestaję utrzymywać kontakt z marudnymi osobami. Nie dzwonie, nie wychodzę z propozycją spotkania. Ograniczam się jedynie do wysłania wiadomości w okresie świątecznym. Tak, tyle robię bo przecież nie życzę tym osobom źle więc dlaczego nie miała bym złożyć życzeń. Powoli takie znajomości zanikają, nie wiem czy ta osoba domyśla się jaki był powód czy tak jak ja zapomina o jakichkolwiek łączących nas wcześniej relacjach.

Jeden raz zdarzyło mi się, że stopniowe zaniechanie kontaktów nie przynosiło efektów, dostawałam wiadomości od pewnej osoby, komentarze na prywatnym profilu facebookowym, propozycje wspólnego wypicia kawy. Po mojej dziesiątej odmowie musiałam prosto z mostu napisać, że nie interesuje mnie ta znajomość ponieważ nie mam w zwyczaju otaczać się wiecznie marudzącymi ludźmi. Nie chciałam tak tego nazwać, ale naprawdę inaczej się już nie dało. Pomogło...

Rozróżnij to

Tu nie chodzi o to, że chcę aby wszyscy przychodzili do mnie z przyklejonym na twarzy sztucznym uśmiechem i trwali z nim przez całe spotkanie. Nie, wiadomo że każdy ma gorsze dni i każdemu leży czasem coś na sercu. Oczywiście, że trzeba się wtedy wygadać, wyżalić, a nawet wypłakać. Można nawet z takim pretekstem przyjechać do kogoś, właśnie żeby zrzucić ten kamień z serca. Ja bardzo chętnie wysłucham takich smutków, poradzę i pomogę jeśli będę mogła ale niech to będą: po pierwsze tylko bliskie osoby, i po drugie prawdziwe powody. Dlaczego tylko bliskie osoby? A no właśnie...

Bywa, że ktoś zapyta mnie np o pomysł na prezent dla kogoś, a ja poświęcę każdą wolną w chwilę w ciągu dnia by prześledzić dostępne strony internetowe z upominkami. Ale to nie wszystko, jestem dosyć empatyczną osobą, potrafię zrezygnować ze swoich planów by pomóc komuś. Trzymam na duchu gdy ktoś się rozwodzi i wspieram w chorobie. Psychicznie biorę dużo na siebie, a potem zaniedbuje swoje obowiązki bo w głowie ciągle rozważam różne warianty na rozwiązanie problemów innych ludzi. Dlatego właśnie tak nie lubię kiedy to obcy, nie bliscy ludzie zwierzają mi się z dylematów. Bo kiedy taki "nie bliski" przychodzi, ja zawalam swoje, pomagam a potem rach ciach i tamtej, zadowolonej już osoby nie ma. A mój czas poszedł się paść. Nie żebym liczyła każdą minutę swojego dnia, jeśli komuś pomogłam to spoko cieszę się, ale ja też nie jestem sama, mam swoją rodzinę i obowiązki, które muszę wypełnić żeby bliscy nie odczuli braków. Jeśli pomogę przyjacielowi to wiem, że to faktyczni ema sens, znam jego życie, widzę czy dobrze poradziłam i wiem, że kiedy ja będę potrzebowała pomocy to i on zrobi dla mnie wszystko.

Nie tylko z powodu braku czasu nie lubię marudzących osób. Ale głownie przez swoją empatię i przez to, że kiedy poratowana dobrym słowem osoba z uśmiechem odchodzi, ja kłębię w sobie złe myśli i smutki. Kiedy nie mam ich jak wyrzucić rosną we mnie i przygnębiają. Chociaż od zawsze bliscy cenili we mnie właśnie optymizm to czuje, że coraz go we mnie mniej. Coraz częściej ktoś próbuje zabić we mnie mój optymizm, a ja tego nie chcę i za wszelką cenę będę o niego walczyć.

Pozytywne myślenie

Mózg jest centrum naszego życia, nic więc dziwnego że pozytywne myślenie może dużo przezwyciężyć. To jak żyjemy jest zależne nie tylko od naszej rodziny, zdrowia, pracy, czasu wolnego, ale głownie od naszego myślenie, od dobrego planu i jego realizacji. A jeśli myślenie jest nakierowane na dobre tory to z realizacją problemów nie będzie. A jak będą to na pewno nas nie załamią. Codziennie otaczam się ludźmi, którzy pokonywali swoje słabości i osiągnęli nierealne celę głównie dzięki walce i sile pozytywnego myślenia.

Bywają dni kiedy kawę wolę wypić sama, lub spędzić wolny czas w towarzystwie książki, niż z osobami które chcą zgasić we mnie optymizm. Czas odrzucić wszystkie złe myśli, cieszyć się nawet tymi drobnymi sukcesami i przestać doszukiwać się minusów w każdej minucie życia. Od kiedy powiedziałam sobie koniec marudzenia i doszukiwania się problemy, których nie ma i koniec przebywania z ludźmi, którzy nad głową mają wiecznie czarne chmury żyje mi się lepiej, lżej.



gimpelife © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka