Menu

Nie pozwól zgasić w sobie optymizmu



Jest pewien rodzaj ludzi, którzy od rana do nocy mogą narzekać, na wszystko, na pogodę, kolor trawy, wielkość groszku w warzywniaku...


Znajomych każdy z nas ma, poznanych przypadkiem, znajomy znajomego itd. Znajomy to ktoś kto kiedyś tam przewinął się jakoś w naszym życiu. Jedni odchodzą, inni zostają. Zamieniają się w kolegów/koleżanki. Umawiamy się z nimi, rozmawiamy przez telefon. Jeśli są dla nas ważni, a my jesteśmy ważni dla nich to zostają przyjaciółmi, na dobre i złe, na dzień i noc, na zawsze.

Jedna z najważniejszych zasad jakie wyznaję w życiu to nie marudzić. Według tej zasady żyję i chociaż to może samolubnie zabrzmieć, to zgodnie z tą zasadą dobieram przyjaciół. Wiadomo, że znajomym może być każdy, jakikolwiek by nie był bo widzimy go od wielkiego dzwonu i nie mamy ze sobą zbyt wiele wspólnego. Natomiast przyjaciel, to ktoś bliski, z kim widujemy się o wiele częściej, rozmawiamy długie godziny, spędzamy razem czas. Nie możemy się przecież przez ten cały czas męczyć.

Zazwyczaj po prostu przestaję utrzymywać kontakt z marudnymi osobami. Nie dzwonie, nie wychodzę z propozycją spotkania. Ograniczam się jedynie do wysłania wiadomości w okresie świątecznym. Tak, tyle robię bo przecież nie życzę tym osobom źle więc dlaczego nie miała bym złożyć życzeń. Powoli takie znajomości zanikają, nie wiem czy ta osoba domyśla się jaki był powód czy tak jak ja zapomina o jakichkolwiek łączących nas wcześniej relacjach.

Jeden raz zdarzyło mi się, że stopniowe zaniechanie kontaktów nie przynosiło efektów, dostawałam wiadomości od pewnej osoby, komentarze na prywatnym profilu facebookowym, propozycje wspólnego wypicia kawy. Po mojej dziesiątej odmowie musiałam prosto z mostu napisać, że nie interesuje mnie ta znajomość ponieważ nie mam w zwyczaju otaczać się wiecznie marudzącymi ludźmi. Nie chciałam tak tego nazwać, ale naprawdę inaczej się już nie dało. Pomogło...

Rozróżnij to

Tu nie chodzi o to, że chcę aby wszyscy przychodzili do mnie z przyklejonym na twarzy sztucznym uśmiechem i trwali z nim przez całe spotkanie. Nie, wiadomo że każdy ma gorsze dni i każdemu leży czasem coś na sercu. Oczywiście, że trzeba się wtedy wygadać, wyżalić, a nawet wypłakać. Można nawet z takim pretekstem przyjechać do kogoś, właśnie żeby zrzucić ten kamień z serca. Ja bardzo chętnie wysłucham takich smutków, poradzę i pomogę jeśli będę mogła ale niech to będą: po pierwsze tylko bliskie osoby, i po drugie prawdziwe powody. Dlaczego tylko bliskie osoby? A no właśnie...

Bywa, że ktoś zapyta mnie np o pomysł na prezent dla kogoś, a ja poświęcę każdą wolną w chwilę w ciągu dnia by prześledzić dostępne strony internetowe z upominkami. Ale to nie wszystko, jestem dosyć empatyczną osobą, potrafię zrezygnować ze swoich planów by pomóc komuś. Trzymam na duchu gdy ktoś się rozwodzi i wspieram w chorobie. Psychicznie biorę dużo na siebie, a potem zaniedbuje swoje obowiązki bo w głowie ciągle rozważam różne warianty na rozwiązanie problemów innych ludzi. Dlatego właśnie tak nie lubię kiedy to obcy, nie bliscy ludzie zwierzają mi się z dylematów. Bo kiedy taki "nie bliski" przychodzi, ja zawalam swoje, pomagam a potem rach ciach i tamtej, zadowolonej już osoby nie ma. A mój czas poszedł się paść. Nie żebym liczyła każdą minutę swojego dnia, jeśli komuś pomogłam to spoko cieszę się, ale ja też nie jestem sama, mam swoją rodzinę i obowiązki, które muszę wypełnić żeby bliscy nie odczuli braków. Jeśli pomogę przyjacielowi to wiem, że to faktyczni ema sens, znam jego życie, widzę czy dobrze poradziłam i wiem, że kiedy ja będę potrzebowała pomocy to i on zrobi dla mnie wszystko.

Nie tylko z powodu braku czasu nie lubię marudzących osób. Ale głownie przez swoją empatię i przez to, że kiedy poratowana dobrym słowem osoba z uśmiechem odchodzi, ja kłębię w sobie złe myśli i smutki. Kiedy nie mam ich jak wyrzucić rosną we mnie i przygnębiają. Chociaż od zawsze bliscy cenili we mnie właśnie optymizm to czuje, że coraz go we mnie mniej. Coraz częściej ktoś próbuje zabić we mnie mój optymizm, a ja tego nie chcę i za wszelką cenę będę o niego walczyć.

Pozytywne myślenie

Mózg jest centrum naszego życia, nic więc dziwnego że pozytywne myślenie może dużo przezwyciężyć. To jak żyjemy jest zależne nie tylko od naszej rodziny, zdrowia, pracy, czasu wolnego, ale głownie od naszego myślenie, od dobrego planu i jego realizacji. A jeśli myślenie jest nakierowane na dobre tory to z realizacją problemów nie będzie. A jak będą to na pewno nas nie załamią. Codziennie otaczam się ludźmi, którzy pokonywali swoje słabości i osiągnęli nierealne celę głównie dzięki walce i sile pozytywnego myślenia.

Bywają dni kiedy kawę wolę wypić sama, lub spędzić wolny czas w towarzystwie książki, niż z osobami które chcą zgasić we mnie optymizm. Czas odrzucić wszystkie złe myśli, cieszyć się nawet tymi drobnymi sukcesami i przestać doszukiwać się minusów w każdej minucie życia. Od kiedy powiedziałam sobie koniec marudzenia i doszukiwania się problemy, których nie ma i koniec przebywania z ludźmi, którzy nad głową mają wiecznie czarne chmury żyje mi się lepiej, lżej.



6 komentarzy :

  1. Mam podobne podejście do Twojego. Sama jest ogromną optymistką, momentami to nawet absurdalne, ale cieszę się z takiego podejścia i u innych osób też je bardzo cenię. Świat jest zbyt piękny, a życie zbyt krótkie, by ciągle marudzić... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też niestety byłam zmuszona zerwać pewną relację, w zasadzie przyjaźń, z osobą, która nie tylko marudziła, ale też nagminnie mówiła źle o innych. Po każdym spotkaniu z nią czułam się przybita. Nie jestem od tego, by zbawiać świat i zmieniać ludzi na siłę, więc po prostu przestałam odpowiadać na jej sms-y, nie odbierałam telefonu, a w końcu dałam do zrozumienia, że nie interesuje mnie toksyczna relacja z nią. Wolę wokół siebie pozytywne, inspirujące osoby, bo wtedy również taka się staję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem urodzoną optymistką. I nikt ani nic tego nie zmieni. Wierzę w to, że świat jest z natury dobry i choć może to naiwne wierzę również w ludzką dobroć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nigdy nie mogę zrozumieć, skąd w ludziach bierze się tyle "energii" do narzekania i zamartwiania się. Znam kilka takich osób, jedna ma szczególnie dużą przypadłość w tym temacie. Czasem tym narzekaniem jestem bardziej zmęczona niż całym dniem pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Toksyczne, marudzące osoby trzeba trzymać na dystans piąchy! Każdy czasem marudzi, ale błagam - nie non-stop! Rada jest prosta: rób to, co Cię cieszy i nie rób tego co Cię smuci. Są osoby, które uwielbiają uprawiać martyrologię i cieszą się byciem nieszczęśliwym (jakkolwiek abstrakcyjnie to nie brzmi).

    OdpowiedzUsuń
  6. Optymizm to coś co nigdy mnie nie opuszcza :)

    OdpowiedzUsuń


Zostawiając komentarz,
nie zapomnij napisać adres swojego bloga,
na pewno Cię odwiedzę ;)

gimpelife © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka