Menu

Blogmas 2017 - prezenty

Witam w trzeciej i ostatniej części blogmasa. Święta już za nami, cieszymy się okresem świątecznym, który nam pozostał i upominkami, które otrzymaliśmy. Właśnie w tym celu do Was dzisiaj piszę, aby podzielić się prezentami jakie znaleźliśmy w tym roku pod choinką.



Czym kierowaliśmy się robiąc sobie prezenty? Różnie, część to spełnienie marzeń (i tu głównie chodzi o dzieci), a reszta to kwestia potrzeb lub zainteresowań.

Zabawki

Dzieciaki dostały zabawki, wiadoma sprawa. Mają swoje ulubione pojazdy z niemieckiej formy Bruder i przy każdej prezentowej okazji właśnie o tym marzą. Ok, jeszcze o lego, ale klocki zostawiliśmy sobie na urodziny bo nie mogliśmy sobie wyobrazić, żeby koło godziny 18:00 tuż po wieczerzy wigilijnej nagle zacząć składać trzy ogromne zestawy lego, to byłoby niemożliwe by zdążyć przed północą:) Wracając do pojazdów, to dzieciaki mają swoje katalogi i na bieżąco zaznaczają tam co chciałyby dostać tak więc nie było problemu, wystarczyło zerknąć:)


Książka

Jestem molem książkowym + ostatni kwartał poprzedniego roku moje ręce trzymały głównie książki Jojo Moyes więc nie trzeba było długo się zastanawiać żeby odgadnąć jaki prezent pod choinką mnie ucieszy. Kolejna książka tej autorki zagościła na półce.


Spieniacz do mleka

Mówiłam Wam już, że pomimo swoich 30 lat na karku kawę piję dopiero od trzech lat? I to jedną co drugi dzień. Gdy jest okazja albo po prostu kiedy opije mi się herbata. Lubię wtedy napić się czegoś delikatnego, z cukrem i mlekiem. I chyba właśnie dlatego dostałam spieniacz. Kawa smakuje o wiele delikatniej no i nie muszę Wam chyba mówić jak ładnie prezentuje się na zdjęciach instagramu;)


Gitara

Długo zastanawiałam się nad prezentem dla męża. Z jednej strony ma wiele zainteresowań ale też wiele gadżetów związanych ze swoimi zainteresowaniami już posiada. Ciężko było wymyślić prezent i kiedy byłam już zrezygnowana i chciałam się poddać zobaczyłam jakiś instastories, w który pewna kobieta pokazywała swój wynajęty domek podczas rodzinnego wypadu. Dodała podkład muzyczny, kilka szarpnięć strun gitary akustycznej. I to był strzał w dziesiątkę. Mój mąż w czasach licealnych i studenckich miał zespół rockowy, w którym grał na różnych instrumentach. Poza tym ma dobrą rękę do instrumentów więc nie wahałam się ani chwili. Na wiele instrumentów trzeba mieć albo miejsce w domu albo większość ilość pieniędzy, a taka gitara z dobry rąk okazała się trafiona.


Kubek i toster

Standardowo coś do kuchni musi być, bo łatwo i szybko. I przecież każdy coś do kuchni potrzebuje, a Panie domu to już na pewno wiedzą, że nawet jeśli aktualnie czegoś nie potrzebują to na półce stać sobie może bo w końcu się przyda. Kierując się tym tropem ale też faktem, że moi rodzice tuż przed świętami zakończyli remont kuchni gdzie totalnie zmienili kolorystykę, nie było wątpliwości co kupujemy. Coś pod kolor! Kuchnia miała wcześniej tysiące barw, teraz jest kremowo biała. Wystarczyło wejść do sklepu z akcesoriami do kuchni i wybrać coś z tym kolorze. Wybór padł z toster ponieważ rodzice uwielbiają grzanki, a toster stoi na blacie więc nowe, ładne, estetyczne jest strzałem w dziesiątkę.

A co Wy znaleźliście pod choinką?

Blogmas 2017 - gwiazdki diy

Od kilku lat coraz bardziej zaskakują mnie ceny ozdób na świąteczną choinkę. Bombki można kupić już po kilka groszy, dosłownie - kilka groszy i to te szklane. Łańcuchy, kolorowe i delikatne też nie odstraszają już ceną. Jestem przekonana, że głównym powodem obniżki cen jest fakt, że mają mocną konkurencje.

Jak można zauważyć, hitem ostatnich lat są przedmioty robione własnoręcznie. I takie np aniołki z masy solnej czy łosie z orzechów fistaszkowych są bardzo mile widziane na choince. To, że coś jest robione ręcznie i czasem jeszcze nie zbyt umiejętnie nie znaczy, że jest brzydkie i nie wygada schludnie. Nawet taka krzywo pomalowana bombka czy źle sklejony łańcuszek, jeśli jest w dopasowanej, przewodniej kolorystyce będzie prezentował się pięknie na zielonych gałązkach, a w całości nasze drzewko będzie wyglądało wspaniale.

I ja wciągnęłam się w tą modę robienia samodzielnie różnych ozdób do domu. W tym roku pierwszy raz bawiłam się w tworzenie ozdób świątecznych. Głównie dlatego, że najstarszy syn jest pierwszakiem i trzeba było przygotować coś na świąteczny, szkolny kiermasz. Najpierw zrobiłam świeczniki ze słoików (możecie je zobaczyć na instagramie), a potem wpadłam jeszcze na pomysł gwiazdek. Banalne, chyba nie ma łatwiejszych ozdób na choinkę. Potrzebowałam do tego tylko wykałaczek i kleju na gorąco. Wykałaczki dostępne są w każdym sklepie i na pewno nie będziecie mieli problemu z ich kupieniem, natomiast pistolet i klej hmmm nawet jeśli nie macie to kupcie koniecznie. To  jeden z moich ulubionych sprzętów w domu. To czego mąż nie zrobi wiertarką, to ja spokojnie przykleję na klej. Taki dobry pistolet (przeważnie już z kilkoma pałkami kleju) można kupić nawet za 50 zł. Uważam, że warto.




Przechodząc do konkretów - zadanie jest proste. Wystarczy ułożyć pięć wykałaczek w kształt gwiazdy i skleić ze sobą łączące się końce. Ja potrzebowałam zrobić najpierw około 10 gwiazdek, żeby nabrać wprawy, wiedzieć ile kleju dodać, żeby nie było za dużo ale żeby się skleiło i trzymało gwiazdkę z całości. I mniej więcej koło dziesiątej gwiazdki przestałam kleić sobie palce:) Gwiazdka gotowa? To teoretycznie jeszcze nitka lub sznureczek i ozdoba gotowa do zawieszenia na choinkę. Gwiazdki, które oddałam na kiermasz spryskałam czerwonym i złotym sprayem żeby przyciągały uwagę, ale te robione na naszą choinkę zostają w naturalnym, drewnianym kolorze. Proste i piękne.

A jakie Wy robiliście ozdoby w tym roku?

Blogmas 2017 - Mikołaj

Przyszedł grudzień, a w raz z nim świąteczny klimat i świąteczne wpisy. Trochę opowiem jak to wygląda u nas, czym przystrajamy dom, gdzie spędzamy te magiczne dni i może trochę o prezentach.

Pierwszym akcentem, który zbliża nas do świąt jest chyba kalendarz adwentowy. Dzięki niemu dzieciaki wstają wcześniej i nie trzeba ich budzić po kilka razy, żeby nie zaspały do przedszkola i szkoły:) A tak na serio to sama uwielbiam kalendarze adwentowe, i te ze słodkościami i te które podbijają nasze serca ostatnimi laty czyli z herbatami, z próbkami kosmetyków, z ozdobami na choinkę. Najpierw na kalendarzu na spokojnie odliczamy do 6 grudnia do spotkania z Mikołajem i naprawdę jest to spokojny czas. Chociaż w sklepach już można spotkać kolejki to nie ma jeszcze dużego zamieszania. Po szóstym grudnia zaczyna się dopiero bieg aby zdążyć z wszystkim do wigilii i świąt. Ale na razie zatrzymajmy się na Mikołaju. Jak jest u nas?

Jeszcze do poprzedniego roku Mikołaj przychodził osobiście, wiadomo ten prawdziwy z brodą, laską, i worem prezentów. Tym razem było jednak inaczej. Ponieważ Mikołaj w ostatniej chwili musiał zmienić plany, a raczej jego plany zostały zmienione przez szefa (niestety nasz Mikołaj nie był tylko Mikołajem;) ) zostaliśmy postawieni przez dylematem - szukać szybko kogoś innego czy nie spotkać się z nim w tym roku. Ostatecznie wyszliśmy z tej sytuacji obronną ręką.

Najstarszy od jakiegoś czasu mówił, że Mikołaja nie ma, a w tym roku i średni wrócił z przedszkola z takim newsem. Mikołaj żył bardzo dawno, był dobrym człowiekiem, a kiedy zmarł to na pamiątkę jego osoby, inni ludzie przebierają się z niego i wręczają sobie prezenty. Ok skoro tak to nie wyprowadzaliśmy ich z błędu. A pamięć o dobrym człowieku została zachowana kiedy to Mikołaj przebieraniec pojawił się i w szkole u najstarszego i w przedszkolu u średniego. Najmłodszy trzylatek nigdy nie robił sobie nic z Mikołaja więc postanowiliśmy ominąć ten fragment dnia gdzie dzieciaki spotykają się z sobowtórem.

Około 16:00 przez uchylone okno usłyszeliśmy dzwonek Mikołaja. Pobiegliśmy do drzwi, które zastaliśmy uchylone, a przed nimi prezenty i list od Mikołaja. Była też jego czapka, którą zgubił w pośpiechu. Mamy nadzieję, że nie zmarzł zbytnio tego wieczoru :)




gimpelife © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka