Menu

Są ferie! Jest śnieg!

Zima w naszym kraju wygląda jak wygląda. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy w naszym mieście spadł śnieg, z którego udałoby się ulepić porządną śnieżkę. No już nie myślę nawet o bałwanie. Dlatego kiedy zbliżały się ferie, a mąż przy śniadaniu zapytał gdzie chcemy pojechać, jednogłośnie krzyknęliśmy - do śniegu!

Najpierw trochę się przestraszyliśmy, że przecież już styczeń i pewnie wszystkie fajne miejsca w polskich górach zarezerwowane ale mieliśmy szczęście. Drugi numer pod który zadzwoniliśmy okazał się mieć wolne noclegi w terminie, który mieliśmy zaplanowany na wyjazd. Dostaliśmy piękny domek. Zapach drewna, kominek, przytulny salon z ciepłymi kocami. Wyposażona  kuchnia, pokoje z łazienkami i kosz zabawek. I widok z okna. Cudowny widok.

Pojechaliśmy do Wisły. Domek mieliśmy na szczycie góry także podwójna przyjemność bo i widok z góry przepiękny i atrakcja jaką jest wjazd i zjazd. No i śnieg! Był! Dopisał w stu procentach. Wystarczająco by zjeżdżać na nartach i sankach i wystarczająco by założyć okulary przeciwsłoneczne. Dzieciaki najwięcej zabawy miały nie podczas atrakcji ale po prostu wychodząc rano przed domek i lepiąc bałwana, rzucając się śnieżkami czy zwyczajnie turlać się i robić orzełki. Dlatego też w dół do miasta zjeżdżaliśmy dopiero po drugim śniadaniu, a jak jak planowaliśmy po pierwszym.

Udało nam się w ciągu tych kilku dni pojechać na skocznię im. Adama Małysza i do Lasu Niespodzianek gdzie między zwiedzającymi spacerowały zwierzęta. Był też wyciąg, stoki i basen. A ostatniego dnia w drodze do domu zatrzymaliśmy się z Żorach w Muzeum Ognia. Serdecznie polecam jeśli będziecie w tamtych stronach.

Nie będę Was zanudzała opowieściami jak cieszymy się, że udało nam się pojechać w tym zimowym terminie. Każdy kto ma dzieci wie jaką radością są dla nich zabawy w śniegu. Ale powiem Wam, że ja też tego potrzebowałam. Jednak organizm ma potrzebę odczuwania czterech pór roku. Wyraźnie musi być różnica między upalnym latem i mroźną zimą. I chociaż trochę śniegu w naszym mieście popadało to jednak absolutnie nie można tego porównać. Musieliśmy pojechać na ferie i pozacierać ręce z zimna czekając w kolejce na wyciąg, a potem wrócić do domku i rozgrzać przy kominku zmarznięte noski, żeby poczuć tą prawdziwą zimę.

Teraz kiedy słyszę od znajomych, że wychodzi słońce i chyba już powoli robi się wiosna, myślę sobie "a proszę bardzo niech jest wiosna, bo my już swoją zimę mieliśmy". 




Czas na analizę postanowień noworocznych

Strzeliła już połowa stycznia i najwyższy czas, by przeanalizować spisane w grudniu postanowienia. Bo tak właśnie robię, w grudniu spisuję, a w połowie stycznia znam już swój zapał, swoje możliwości i logicznie szacuję co z listy uda się zrealizować, a co było wpisane pod presją chwili "bo trzeba zrobić postanowienia".


A postanowień jest sporo, naprawdę bardzo dużo bo w tym roku lista wyglądała inaczej, a konkretnie to były dwie listy. Pierwsza nietykalna, której na pewno nie zmienię  i niczego z niej nie wykreślę. To lista miejsc, do których w tym roku chcę pojechać. Pojechać bo dawno w nich nie byłam, bo nie byłam wcale albo nie były w nich moje dzieci. Poza tym są takie miejsca, które moim zdaniem trzeba odwiedzać co jakiś czas tak dla zasady. Żeby nie zapomnieć jak wyglądają, żeby założyć w końcu tą małą czarną, żeby znaleźć się w innym otoczeniu niż zazwyczaj. I tym się kierując lista zrobiła się długa bo na ponad 40 miejsc. Są na niej np muzeum, filharmonia, teatr. Albo coś bardziej luźnego jak kino, pizzeria, dzielnicowy festyn. Jest też coś dla dzieci między innymi basen, wesołe miasteczko, cyrk (chociaż tutaj ciężko będzie znaleźć taki bez zwierząt). No i nauka czyli oceanarium, planetarium i muzeum ognia. Poza tym wymyśliłam sobie mecze. W życiu byłam tylko na meczu piłki ręcznej i nożnej. Fajnie było by zobaczyć na żywo np mecz koszykówki czy hokeja. Mam nadzieje, że te wymienione miejsca i te pozostałe uda nam się odwiedzić. Przyznam się po cichu, że byliśmy już na dyskotece, takiej prawdziwej z kolorowymi światełkami i dymem, poczułam się znowu jakbym miała naście lat.

Druga lista postanowień jest taka standardowa jaką spisywałam zawsze i jaką każdy z Was zapewne spisuję. Typowe: schudnę, znajdę sobie pasje, przestanę otaczać się ludźmi, którzy tylko marnują mój czas, zacznę prowadzić zdrowy tryb życia i tak dalej. No i tutaj właśnie dodane do wpisu zdjęcie nie jest przypadkowe.

Po analizie kilka postanowień niestety odpadło. A może i stety? Lepiej mieć kilka i o nie dbać niż całą litanie i się gubić. U mnie więc ostatecznie zostało niewiele. Raptem pięć. Pozwolicie, że te prywatniejsze zostawię dla siebie ale postanowieniem o zmianie diety mogę się z Wami podzielić. Pochwalić. Właściwie to nie chodzi tylko o zmianę odżywiania ale o cały tryb życia. Lepsza dieta, czas na powietrzu, mniej alkoholu, wysiłek fizyczny. Co roku padały takie postanowienia i co roku właśnie w po pierwszych trzech dniach dawałam za wygraną. Dlatego teraz z postanowieniami ostatecznymi poczekałam właśnie do połowy stycznia. Już nie co więcej wiem, pierwsze zachłyśnięcia się nowym rokiem opadły, wróciło myślenie codzienne a nie świąteczne i jestem pewna, że dam radę. Zapisałam się na zajęcia zumby, odrzuciłam alkohol, słodycze jem raz na dwa dni, piję więcej wody. A i dodatkowo zapisałam się na spotkanie z Anią Lewandowską, które będzie w kwietniu we Wrocławiu. Mija trzeci tydzień stycznia, a ja mam na wadzę prawie 4 kg mniej. Nawet nie wiecie jak się cieszę. W końcu się udało ruszyć z kanapy i w końcu mam motywację na dalsze zrzucanie.

A jak Wy spisujecie postanowienia? W grudniu? A może tak jak ja analizujecie wcześniej spisaną listę jakiś czas po jej spisaniu? Pochwalcie się.


Otulam się zapachem Le Petit Marseillais

Od zawsze mam szczęście w grach. Wygrywałam w życiu już tyle razy, że przestałam liczyć. Przedmioty, bony, wejściówki, bilety... Pierwszy raz wygrałam sto złotych w totolotka, kiedy miała siedem lat, a ostatni raz wczoraj w jakieś zdrapce, które leżały przy kasie w supermarkecie i kupiłam bo ekspedientka nie miała wydać złotówki. Tyle własnie kosztowała zdrapka.

Jakiś czas temu postanowiłam sprawdzić czy będę miała też szczęście w innego rodzaju dziedzinach i zgłosiłam się jako ambasadorka w firmie Le Petit Marseillais. Kilka dni później dostałam meila, że została wysłana do mnie paczka.

Strasznie się ucieszyłam, już sam fakt otrzymania paczki i ta ciekawość podczas otwierania była ekscytująca. Jeszcze zanim dotarłam do zawartości byłam pod wrażeniem pudełka. Było na tyle mocne, że od razu dzieciaki zabrały do swojego pokoju na zabawki. Ale do rzeczy. W środku znajdował się żel pod prysznic o zapachu truskawki. Słodki, jednocześnie odświeżający. Używając go podczas wieczornej kąpieli, rano nadal czułam na skórze zapach truskawki. 400 mililitrowa buteleczka. Plus aż 20 próbek do rozdania znajomym. To naprawdę sporo. No i dodatkowo, w sam raz dla herbaciarki jaką jestem - zaparzacz do herbaty w kształcie truskawki.

Po miesiącu dostałam wiadomość o kolejnych poszukiwaniach ambasadorek. Wypełniłam ankietę, która składała się z kilku pytań i znów się udało. Tym razem dostałam zestaw dwóch dezodorantów i żelów pod prysznic. Jednym kompletem ambasadorka miała podzielić się z przyjaciółką. Tak też zrobiłam. Podarowałam dezodorant i żel o zapachu kwiatu pomarańczy, a sobie zostawiłam brzoskwinię. Mój żel błyskawicznie się skończył ponieważ był mniejszy niż poprzedni  truskawkowy, natomiast dezodorant mam już miesiąc i szacuję, że jest jeszcze połowa pojemnika. Doskonale chroni, przynajmniej na tyle na ile wymagają tego moje potrzeby i bardzo długo utrzymuje się zapach.

Jestem bardzo zadowolona z kosmetyków, biorąc pod uwagę ich skład, zapach i delikatność w skali od 1 do 10 oceniam całość na mocną ósemkę. Mam nadzieje, że uda mi się jeszcze zostać ambasadorką i będę mogła podzielić się z Wami kolejnymi nowościami. Zresztą same też możecie spróbować. Wystarczy, że zarejestrujecie się na stronie Le Petit Marseillais i wypełnicie ankietę. Następnie czekacie na nabór do kampanii i trzymacie kciuki za wybór. Polecam!

Jeśli jesteście ciekawi opinii innych ambasadorek, szukajcie na portalach społecznościowych #lepetitmarseillais  #swiezosclpm #ambasadorkalpm 



gimpelife © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka