Menu

Walentynki przeniesione


Serca, serduszka, czerwone paznokcie, różowe torciki i inne miłosne gadżety, które wypełniają półki w sklepach.
Ładnie, miło ale u nas walentynki przeniesione.


Dobra luz sensacji nie będzie, nie ma rozwodu i tego typu akcji. Po prostu mąż w pracy. Strażacka służba jak wiadomo trwa 24 godziny więc jak mąż wyszedł z domu dziś rano o 7:00 to wróci dopiero jutro rano. Walentynki zostały przeniesione. Były wczoraj. I nawet lepiej bo dziś Środa Popielcowa, czyli post ścisły. Szału romantyczną kolacją i deserem byśmy nie zrobili, poza tym dziś też najstarszy syn ma wizytę u logopedy, a średni trening piłki. Pewnie więc minęlibyśmy się dziś, a wieczorem padli razem z zajściem słońca i byłoby po walentynkach. No i wczoraj czułam się super, a dziś po przebudzeniu fatalnie, chyba zaczyna się jakieś przeziębienie.

A jak jest co roku? 

Każdego roku walentynki wyglądają podobnie czyli czekoladki, kartka z miłosnym wyznaniem i kwiatek. Nie wręczone osobiście no bo jak, walentynek się nie daje z ręki do ręki, i nie podpisuje. Anonimowość konieczna! Zawsze gdzieś ją znajdę, a to w sypialni koło łóżka, a to pod talerzem przy śniadaniu. Była też jednego razu koło żelazka, o tak romantycznie.

Taka bardziej romantyczna część dnia zaczyna się dopiero wieczorem kiedy dzieciaki zasypiają. Mąż gotuje wtedy spaghetti, to nasze danie. Robił je w każdą rocznicę naszego poznania i w jakiś ważnych okolicznościach. Jeszcze za czasów panieńsko - kawalerskich w akademiku. Jedni mają swoją piosenkę lub miejsce, a my mamy potrawę. Chociaż miejsce też, ale o tym napiszę innym razem.

Czy zawsze zostajemy w domu? Tak, przynajmniej od czasu kiedy mamy dzieci. Nasi rodzice i znajomi też mają przecież swoje walentynkowe święto więc absolutnie nikomu nie chcemy wtedy zostawiać chłopaków. W końcu każdy zasługuje na romantyczny dzień, a już na pewno wieczór.

Obchodzimy? 

No jasne, i o tym właściwie powinnam napisać na początku. Pewnie, że obchodzimy, a teksty typu "kochać trzeba się codziennie" wcale mnie nie zniechęcają. Wiadomo, że kochać i okazywać sobie uczucia trzeba cały rok ale nie zawsze jest ten czas by o tym porozmawiać, by usiąść razem nie tylko po to by zaplanować kolejny miesiąc w kalendarzu czy rodzinny budżet. Co prawda nie dmuchamy czerwonym balonów w kształcie serce i nie wypełniamy nimi całego domu, wanny też nie zapełniamy szampanem i płatkami róż, ale taki drobny gest jak walentynkowa kartka i kolacja przy świecach to naprawdę wspaniały pomysł. I tak sobie myślę czy, Ci którzy nie obchodzą walentynek, a są w związku naprawdę traktują ten dzień jak każdy inny? Serio? Dlaczego?



6 komentarzy :

  1. Zdrowe podejście do tematu. Ja tam lubię ten dzień. Jeśli jednak z jakichś powodów nie będzie wyjątkowy, luz mój świat się nie zawali ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z okazji walentynek wybieram się na Black Panther ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w sumie lubię każde święto, które powoduje radość i uśmiech:) Jednak do walentynek mam ambiwalentny stosunek, mogę być a może ich nie być:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie właśnie też irytuje, że nie obchodzę walentynek, że kochać sie należy codziennie a nie tylko od swięta, ale wlaśnie w tym dniu należy świetować tą miłość jeszcze bardziej. Ogolnie to lubię wszystkie okazje do swietowania czy to walentynki czy inna oakzja, ważna jest pamiec i dzielenie się radością

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ekscytuję się Walentynkami. Nie mam napiny by je obchodzić, ani by ich nie obchodzić. Niech sobie będą, nikomu nie robią krzywdy, a zawsze to trochę więcej pozytywnej energii lata po świecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też zanadto się nie spinam w ten dzień.

    OdpowiedzUsuń


Zostawiając komentarz,
nie zapomnij napisać adres swojego bloga,
na pewno Cię odwiedzę ;)

gimpelife © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka